wtorek, 21 lipca 2015

A gdzie moje siwe gąski...

Pasała gąski na Bukowinie
Miała ze sobą skrzypki jedyne

I grała, śpiewała
I te swoje siwe gąski pasała....

Pasła je pasła, aż pogubiła
Cóż ja nieszczęsna będę robiła  :)

A gdzie moje siwe włosy, gdzie? Podziały się, znikły jak poranna mgła.
Nie jestem łysa, nie, tego dobra mam więcej niż wystarczająco i w swoim blond kolorze, fakt, nieco ciemniejszym niż wcześniej.

Gruby płaszcz całkiem białych włosów znikł, jak nocny sen :)
Czy jestem motylem, który śni że jest człowiekiem, czy jestem człowiekiem, który śni, że jest motylem?
Śnienie przenika życie, życie przenika śnienie
Jak sprawić, by sen nie ciągnął na manowce, na siwe od szronu łaki?
Jak nie zgodzić się z milionem much?
Jak śnić swój własny sen, a nie sen flecisty, prowadzącego senne tłumy?

Koniec poezji :)

Surowe drożdże, w połączeniu z moimi sfiksowanymi teoriami, eksperymentami prowadzonymi na sobie pod hasłem "i tak nie mam nic do stracenia", oraz wyżej załączoną "poezją" były ostatnim dotknięciem, które spowodowało przyspieszenie cofania się różnych oznak upływu czasu.
Niemal nie jestem już siwa. Cofanie siwizny zaczęło się powoli, od malutkich pasemek, a teraz dzieje się już w oczach, z tygodnia na tydzień. Ciemny blond o żywym odcieniu opanował moją głowę jak za dawnych czasów.
Naprawdę, naprawdę satysfakcjonujące :)

Chyba nie mam nic do dodania w tym temacie.

Następny eksperyment będzie na Niebieskiej Chacie, ponieważ przyjeżdża już w przyszłym tygodniu Artur Milicki, numer jeden od pieców rakietowych w Polsce i być może już tej zimy nie będę zamarzać razem z wodą  w wiaderku i odejdą zimowe majaki o plaży z palmami, piasku parzącym w stopy, oraz bani która potrafi zagrzać ciało aż do środka kości tak mocno, że żywy śnieg na gołym ciele nie sprawia wrażenia.
Chociaż bania....hmmm
Z tego marzenia pewnie nie zrezygnuję :)

Postaram się na bieżąco pokazywać rozbiórkę starych pieców, oraz budowę nowego ogrzewania, oczywiście za zgodą Artura.

Może w przerwach na przygotowania do rewolucji domowej zdążę napisać jeszcze jeden post, o tym jak przerabiam nadmiar jęczmiennej kaszy na tsampę, której smak i bezproblemowość przyrządzania do jedzenia urzekły mnie, oraz o prażmie z grochu, robionym kiedyś na terenach zamieszkałych przez Słowian.

11 komentarzy:

  1. ależ mnie zainspirowałaś...
    jestem na 7 dniu diety warzywno-owocowej dr. Dąbrowskiej, ale postanawiam drożdże wprowadzić niedługo. a pomidory dziś właśnie idę pryskać po raz drugi.
    bosko!
    pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dieta Dąbrowskiej to dobry wybór, jest łagodna i najłatwiejsza do wprowadzenia dla normalnie jedzących.
      Drożdże jak myślę, po Dąbrowskiej?
      Wszystkiego Dobrego :)

      Usuń
    2. już kiedyś robiłam tę dietę i fajnie się czułam po niej, nie pamiętam tylko czy wytrwałam 6 tygodni.
      dla odmiany po surowej diecie -2 miesiące- też było ok, choć w trakcie było mi ciągle zimno (znasz mnie... ;) ), nie wiem, czy jestem gotowa np na 100% soki, albo 100% postu, może i do tego dojrzeję. Dieta Dąbrowskiej tym razem jakoś tak pozwoliła mi się wyciszyć - w ciele i w głowie, i o to mi chodziło.
      więc teraz tak naprawdę łączę obie - Dąbrowską i "frutariańską", bo nie mogłabym sobie darować np arbuza :)

      a drożdże właśnie mam zamiar po, choć nie wiem, jak długo utrzymam się z tą dietą, bo za 2 tygodnie wraca pod dach rodzina, więc i gotowania będzie inne.

      Usuń
    3. No to masz wakacje regeneracyjne :) Może z rozpędu pociągniesz dietę i po powrocie rodzinki? Będę trzymać kciuki.
      A z Dąbrowskiej można bez stressu i powoli przejść na soki, albo post i to jest w tej diecie fajne. Nic na siłę. I jeśli Cię wycisza, to trafiłaś w 10-tkę.

      Usuń
  2. Bardzo przekonywująco piszesz o drożdżach , a ja mam problem z wypadającymi włosami (z siwymi też). Oczywiście dermatolog nic mi nie pomógł , tylko odchudził mój portfel polecając bardzo drogie medykamenty.Proszę mi doradzić,jak mam zacząć używać drożdży.
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga scholo :)
      Wszystko masz opisane w poprzednim poście, przepis ojca Sroki i modyfikacje.
      Nie mogę poradzić Ci co masz zrobić, żeby włosy Ci nie wypadały, bo nie znam przyczyny, może hormony, może to że Twoja skóra nie wytrzymuje chemii w szamponach (poczytaj skład i poszukaj jak działają te wszystkie składniki wypisane małymi literkami), może masz infekcję bakteryjno-grzybiczą, niedobór składników odżywczych, albo stress, lub co innego, albo kombinacje powyższych. Kto to wie.
      Pozdrawiam równie serdecznie

      Usuń
  3. O, żarełko słowiańskie...chętnie poczytam :)
    U mnie potępienia słowa u Rodziców odkąd mięsa nie jem. Że się osłabię, zabiję i w ogóle to mi się resztki masy mózgowej zlasują, a mam dzieci pod opieką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, resztki masy mózgowej ulatniają się od słuchania takiego gadania ;)
      Nie żywię się mięsem, ale jem czasem jajka, starając się żeby żółtko pozostało surowe, a raz na jakiś czas skuszę się na mleko wiejskie, które nastawiam na kwaśne, do ziemniaczków, albo na chłodnik z zieleniną.
      Tak się składa, że te produkty raz na jakiś czas same zachodzą do mojej chaty.
      Żarełko słowiańskie też mi działa na wyobraźnię, a lubię próbować różnych smaków.
      Pozdrawiam Tupajko :)

      Usuń
  4. Ooooo! I ja się muszę wziąć za drożdże oczywiście, chociaż poezja też by była dobra : Piję kawę i zioła, które oczyszczając działają moczopędnie więc możliwy jest niedobór wit B. Już kiedyś znajoma mówiła mi abym nie kupowała tabletek w aptece tylko piła drożdże. Blondynkom łatwiej odzyskać kolor bo one właściwie ponoć nie siwieją...nie jestem pewna. Popracuję nad tym, dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałam napisać ( czy drożdże poprawią mi pamięć?) że maść, ta na nogi, jest cudowna. Aksamitna, miła w dotyku, i pomaga chociaż za mało systematycznie smarowałam. Bardzo dziękuję.
    Niebieska chatka to tak pięknie brzmi, cieszę się, że już nie będziesz marzła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blondynki siwieją, wiem coś o tym. Może albinoski nie siwieją, bo ie mają jak :)
      Drożdże, owszem poprawią również pamięć i nie tylko.
      Może tego nie napisałam w głównym artykule, ale jak się zaczyna pić drożdże, mogą wystąpić na początku sensacje jelitowe- gazy i lekkie rozwolnienie, które trzeba przetrwać. (nie u wszystkich się to pojawia). Potem, kiedy drożdże rozprawią się z patologią w jelitach (tak samo jak rozprawiły się z zarazą ziemniaczaną na pomidorach), przychodzą same plusy w odczuciach.
      Czyli najpierw robione są porządki.
      Tak że ci którzy pracują, a chcą zacząć, niech zaczynają na urlopie, a przynajmniej w "łykend".
      A maść wcieraj dokładnie, nie pożałuj czasu, niech wnika głęboko i naprawia co może.

      Usuń