Jeden z moich talizmanów, to pomarańczowy, wiklinowy koszyk, wykładany pomarańczowym materiałem. Wkładam do niego rzeczy do pomnożenia :)
Dostałam go w Katowicach na pamiątkę od świetnych dziewczyn które obroniły u mnie pracę z ziołolecznictwa. W środku był drugi talizman, niewielki porcelanowy, wymarzony milcząco moździerz, w którym teraz ucieram przyprawy i świeże rośliny na czarowne miksturki.
Jak i dlaczego tam trafił, opowiem może kiedy indziej, a to ciekawa historia.
Niech Wam się dziewczyny wiedzie jak najlepiej :)
Drugim talizmanem jest chusteczka od Gorzkiej Jagody, ozdobiona ręcznie cieniutką jak pajęczyna, zrobioną na szydełku słonecznie żółtą koronką. Lubię ją czasem potrzymać w rękach. Myślę ze jest świetna do machania na pożegnanie wszelkim sprawom trudnym do rozwiązania :)
I jeszcze jeden, który jest podarunkiem od Iskierki i za który też bardzo dziękuję.
Iskierka podarowała mi drewnianą łyżkę własnej roboty. Leciutka, ani duża, ani mała, o oryginalnym kształcie organicznie wynikającym z kształtu kawałka drewna z jakiego została wykonana, ciemna, wypolerowana do jedwabnej gładkości, prawie żywa. Przylega do ręki, grzeje i nie chce się jej odłożyć :)
Jest moim talizmanem od obfitości zbiorów i przetworów na zimę.
Jak biorę ją do ręki, widzę ogród pełen dojrzewających roślin i spiżarkę wypełnioną wszelkim dobrem na zimowe dni.
To wspaniałe, jeśli człowiek tak czuję materię drewna jak Iskierka.
Po tym odróżnia się artystę od rzemieślnika.
Wiosna jak to w tych terenach, jeśli zdecyduje się już ruszyć, robi to bez żadnych wątpliwości i wahań. Już raz kosiłam trawnik, sięgający do połowy łydki i niespełna po 10 dniach czeka mnie powtórka z rozrywki.
Kozy na pastwisku wyjadają czubki traw i ziół, wydeptując resztę, bo nie nadążają za bujnym wzrostem łąki.
Robię eksperymenty z serem dojrzewającym, z mleka koziego zakwaszonego grzybkiem tybetańskim i wyniki wydają się zachęcające. Pomysł nie mój, wzięty ze strony
http://users.sa.chariot.net.au/~dna/kefir_cheese.html
Grzybka dostałam również od Iskierki, mnoży się jak zwariowany. Kefir z koziego mleka na "Tybku" jest naprawdę bardzo smaczny, tak samo twarożki i inne rzeczy z przepisów ze stronki o serach z kefiru.
Ziemniaki posadzone w słomianych "kanapkach", posiane wszystko co można było siać przed przymrozkami majowymi, zostały tylko nasiona wrażliwych roślin i pomidory do wysadzenia.
Szczodrak zamierza kwitnąć
A ja któryś raz odchwaszczam stałe uprawy, takie jak szczodrak, stałe kwiatowe rabatki, zakładam nowe, dosadzam, przesadzam, w przerwach latam z kosą i wykaszam po kawałku to tu to tam, bo zarastają po uszy młode drzewka owocowe, ścieżki, skarpy, maliniak i patrzę z poczuciem winy na drewno do rąbania, gałęzie do pocięcia, resztki stodoły do rozebrania, pranie do prania, ale zielone nie czeka, zaraz pokrzywy wezmą się za kwitnięcie i inne roślinki chętne rozrzucić swoje nasionka w każde wolne miejsce.
Pierwsze zbiory glistnika już za mną, druga partia schnie na strychu.
"Plantacja" glistnika
W tym roku uzbieram też bluszczyku kurdybanka z nasłonecznionych miejsc, właśnie takiego jak na zdjęciach, z czerwonawymi przebarwieniami i mocno pachnącego.
Taki jest najlepszy na oczyszczanie organizmu, wzmacnianie odporności, kłopoty z oddychaniem, takie jak astma, alergie i duszności, a także wszelkie katary, kaszle, gorączki i stany zapalne (również zatok).
Kurdybanek jest dla tych, którym często kręci się w głowie i szumi w uszach, dokucza wątroba i pęcherzyk żółciowy, dla tych którym odmawia współpracy trzustka, oraz chcą przestać hodować własne perły- kamyki w drogach moczowych i żółciowych.
Bluszczyk unormuje przy okazji przemianę materii, ureguluje apetyt, poprawi wchłanianie w jelitach.
Bluszczyk można również jeść. Nadaje się jako dodatek do wiosennych zup razem z pokrzywą i innymi ziołami, do sałatek. Dobrze pasuje do pomidorów. Tak jak pokrzywa, jest wiosennym ziółkiem wzmacniającym i oczyszczającym po zimie.
Napar wykonuje się z łyżki suszu na szklankę wrzątku. Zaparzać około 20 minut. Można zaparzać też świeże ziele.