Dokładam do poprzedniego posta zdjęcia obu kózek. Sa uwiązane, ponieważ ich poprzedni właściciel właśnie tak je trzymał i nigdy nie chodziły wolno.
Najczęściej na wszystko reagują paniką, więc doszłam do wniosku, że popuszczenie uwięzi nastąpi dopiero po lepszym oswojeniu się z nami i nabraniu zaufania.
niedziela, 10 czerwca 2012
Kozy
Dzień sobotni szalony, dopiero wieczorem opadło tempo i znalazł się czas by usiąść do klawiatury.
Pogoda ostatnio w kratkę, deszcze na przemian ze słońcem, więc trzeba było wykorzystywać każdą chwilę pogody do prac w ogrodzie. Równocześnie od jakiegoś czasu poszukiwałam w okolicy kóz do kupienia, bo trawy i innej zieleniny u mnie dostatek :) a koszenie tego sobie a muzom wydawało się ze wszech miar głupim zajęciem.
Co chwila pocztą pantoflową przychodziły informacje, z różnych miejscowości, ze były, ale już nie ma, że są ale nie na sprzedaż i wreszcie w sobotni poranek, kiedy zdecydowałam się na duże pranie, bo rozpogodziło się i była szansa na wyschnięcie ubrań na sznurach, rozpaliło się w piecu i postawiło gary na gorącą wodę - wpadł sąsiad i powiedział ze są kozy do kupienia. Zadzwonił do drugiego sąsiada po transport i zaczęło się tempo. Ukończyć pranie w dwie godziny, porozwieszać zanim przyjedzie traktor z wózkiem na zwierzęta.
Jechaliśmy około 4 kilometrów przez las i pola, kierowca za kółkiem traktora, a ja w przyczepce na zwierzaki.
Po raz pierwszy widziałam dalsze okolice, drogę przez pola obsadzoną kwitnącymi różami cukrowymi, pola zasiane łanami zboża, zalesione wzgórza i doliny.
Wróciłam z dwiema łaciatymi kozami. Obie zakocone.
Pierwsza mała czarniawa, ma rodzić w lipcu, a większa i jaśniejsza we wrześniu.
Była tam na sprzedaż śliczna duża kózka, bezrożna, pięknie zbudowana i o mały włos to ona by przyjechała ze mną do domu, jednak dzięki życzliwości teściowej sprzedającego, dowiedziałam się, ze kózka prawdopodobnie jest bezpłodna, bo ma już półtora roku i nie dała jeszcze przychówku.
Kozy bały się podróży, bo wychowane były w oborze, bezpastwiskowo i podróż była dla nich dużym stressem. Niepokoiłam się o małą czarniawą kózkę w wysokiej ciąży, bo okazała się mocno strachliwa. Jednak to ona pierwsza sięgnęła po jedzenie w nowym domu, a nie jej odważniejsza koleżanka.
Po szczęśliwym dotarciu do domu, tempo dziania się jeszcze się nie skończyło, bo nadpłynęły ciężkie granatowe chmury i zagrzmiało. złapałam za kosę, by naciąć trawy zanim zleje ją deszcz i nakarmić nowe lokatorki obórki, a potem w pierwszych kroplach deszczu ściągnąć na wpół wyschnięte pranie.
Kózki jeszcze dają trochę mleka i czekała mnie próba dojenia, pierwsza w życiu. Połowicznie udana, bo czarniawa kózka dała się miękko wydoić. Jest strachliwa, ale otwarta na kontakt. Po wydojeniu wykonała zgrabny wykop i mleczko wylądowało na ściółce.
Druga kózka nie puściła ani kropli mleka.
Pani Ala poradziła by jej odpuścić do rana, żeby przyzwyczaiła się do nowego otoczenia. Już widać, ze jest zawzięta i uparta, choć na pozór opanowana.
Drugą jej cenną radą, było posmarowanie wymion kózek przed dojeniem prawdziwym masłem. Powiedziała ze wymiona wtedy miękną i po jakimś czasie najbardziej trudne kozy dają się doić z łatwością.
Dzięki jej radzie, dzisiejszego ranka obie kozy zostały wydojone.
Zawzięta uparciuszka przyjęła nawet kawałek czerstwego chlebka z ręki. Nauczona wczorajszym doświadczeniem, przelewałam w trakcie dojenia mleko do innego garnuszka stojącego na krzesełku obok. Dzisiaj jednak wykopu nie było, a po dojeniu Mała Czarna obejrzała się ze zdziwieniem i długo jeszcze stała spokojnie na miejscu, patrząc jak zbieram garnuszki i sprzątam krzesełka z ich zagródki.
Pogoda ostatnio w kratkę, deszcze na przemian ze słońcem, więc trzeba było wykorzystywać każdą chwilę pogody do prac w ogrodzie. Równocześnie od jakiegoś czasu poszukiwałam w okolicy kóz do kupienia, bo trawy i innej zieleniny u mnie dostatek :) a koszenie tego sobie a muzom wydawało się ze wszech miar głupim zajęciem.
Co chwila pocztą pantoflową przychodziły informacje, z różnych miejscowości, ze były, ale już nie ma, że są ale nie na sprzedaż i wreszcie w sobotni poranek, kiedy zdecydowałam się na duże pranie, bo rozpogodziło się i była szansa na wyschnięcie ubrań na sznurach, rozpaliło się w piecu i postawiło gary na gorącą wodę - wpadł sąsiad i powiedział ze są kozy do kupienia. Zadzwonił do drugiego sąsiada po transport i zaczęło się tempo. Ukończyć pranie w dwie godziny, porozwieszać zanim przyjedzie traktor z wózkiem na zwierzęta.
Jechaliśmy około 4 kilometrów przez las i pola, kierowca za kółkiem traktora, a ja w przyczepce na zwierzaki.
Po raz pierwszy widziałam dalsze okolice, drogę przez pola obsadzoną kwitnącymi różami cukrowymi, pola zasiane łanami zboża, zalesione wzgórza i doliny.
Wróciłam z dwiema łaciatymi kozami. Obie zakocone.
Pierwsza mała czarniawa, ma rodzić w lipcu, a większa i jaśniejsza we wrześniu.
Była tam na sprzedaż śliczna duża kózka, bezrożna, pięknie zbudowana i o mały włos to ona by przyjechała ze mną do domu, jednak dzięki życzliwości teściowej sprzedającego, dowiedziałam się, ze kózka prawdopodobnie jest bezpłodna, bo ma już półtora roku i nie dała jeszcze przychówku.
Kozy bały się podróży, bo wychowane były w oborze, bezpastwiskowo i podróż była dla nich dużym stressem. Niepokoiłam się o małą czarniawą kózkę w wysokiej ciąży, bo okazała się mocno strachliwa. Jednak to ona pierwsza sięgnęła po jedzenie w nowym domu, a nie jej odważniejsza koleżanka.
Po szczęśliwym dotarciu do domu, tempo dziania się jeszcze się nie skończyło, bo nadpłynęły ciężkie granatowe chmury i zagrzmiało. złapałam za kosę, by naciąć trawy zanim zleje ją deszcz i nakarmić nowe lokatorki obórki, a potem w pierwszych kroplach deszczu ściągnąć na wpół wyschnięte pranie.
Kózki jeszcze dają trochę mleka i czekała mnie próba dojenia, pierwsza w życiu. Połowicznie udana, bo czarniawa kózka dała się miękko wydoić. Jest strachliwa, ale otwarta na kontakt. Po wydojeniu wykonała zgrabny wykop i mleczko wylądowało na ściółce.
Druga kózka nie puściła ani kropli mleka.
Pani Ala poradziła by jej odpuścić do rana, żeby przyzwyczaiła się do nowego otoczenia. Już widać, ze jest zawzięta i uparta, choć na pozór opanowana.
Drugą jej cenną radą, było posmarowanie wymion kózek przed dojeniem prawdziwym masłem. Powiedziała ze wymiona wtedy miękną i po jakimś czasie najbardziej trudne kozy dają się doić z łatwością.
Dzięki jej radzie, dzisiejszego ranka obie kozy zostały wydojone.
Zawzięta uparciuszka przyjęła nawet kawałek czerstwego chlebka z ręki. Nauczona wczorajszym doświadczeniem, przelewałam w trakcie dojenia mleko do innego garnuszka stojącego na krzesełku obok. Dzisiaj jednak wykopu nie było, a po dojeniu Mała Czarna obejrzała się ze zdziwieniem i długo jeszcze stała spokojnie na miejscu, patrząc jak zbieram garnuszki i sprzątam krzesełka z ich zagródki.
niedziela, 3 czerwca 2012
Coeli Donum - Dar Niebios...
Znane z pomarańczowego soku wydzielanego z przełamanej łodygi, popularnie używanego do likwidacji kurzajek i narośli na skórze.
Tak wygląda kwitnący majowy Dar Niebios na peryferiach Ogrodu.
Komu warto zainteresować się ziołem?
Przede wszystkim jest ono dla osób mających problemy z wątrobą i woreczkiem żółciowym. także dla tych, którzy zdecydowali się na jego wycięcie.
Piękny delikatny "chwast" zmniejsza uporczywe stałe dolegliwości związane z tą operacją, poprzez zmniejszenie zalegania żółci w przewodach żółciowych, przeciwdziała wytwarzaniu się złogów żółci, usprawnia jej przepływ, łagodzi reflux, zmniejsza napięcie przewodów żółciowych.
Po samej operacji działa znieczulająco i rozluźniająco, usprawnia pracę wątroby i trawienie.
Ma zastosowanie w stanach zapalnych wątroby, woreczka i bańki wątrobowo-trzustkowej, w kolkach wątrobowych i jelitowych, przy wirusowym zapaleniu wątroby. Przeciwdziała kamicy żółciowej, a także moczowej, zmniejszając kamienie i ułatwiając ich wydalenie. Ochrania wątrobę przed uszkodzeniem.
Oprócz działania wątrobowego, Glistnik wykazuje zdecydowane działanie przeciwnowotworowe, co zostało naukowo udokumentowane, warto więc go stosować przynajmniej jako formę uzupełniania leczenia. Przy nowotworach skóry, oraz innych jej schorzeniach w formie nalewki do pędzlowania, lub papki z surowego ziela z masłem lub smalcem, przy innych nowotworach doustnie. Składniki glistnika przeciwdziałają podziałom komórek rakowych, oraz przeprogramowują ich geny na samozniszczenie.
Glistnik przeciwdziała także chorobom z autoagresji (autoimmunologicznym).
Jest również lekiem przeciwwirusowym, zabija pierwotniaki, bakterie, grzyby. Na bazie glistnika są produkowane przez przemysł farmaceutyczny nowoczesne leki przeciwwirusowe. Zabija prątki gruźlicy, pomocny w chorobach zakaźnych, chorobach zapalnych dróg oddechowych, kaszlu.
Dla bezsennych nerwusów żyjących w stressie i napięciu, glistnik ma w darze działanie nasenne, silnie uspokajające, rozluźniające spięte mięśnie, dające odprężenie.
ma zastosowanie przy nerwicy żołądka i jelit, w nerwicy i kołataniu serca.
Dla sercowców: rozszerza naczynia wieńcowe i usprawnia krążenie obwodowe, znosi kłucie w sercu, arytmię, dotlenia serce, ma działanie przeciwmiażdżycowe, zapobiega zlepianiu się płytek krwi.
Dla kobiet: znosi bóle i nieprawidłowości miesiączkowe, zaburzenia hormonów, przydatny w okresie menopauzy, leczy choroby zapalne przydatków, infekcje narządów płciowych.
Poza tym dla alergików, reumatyków, chorych na boreliozę, w chorobach skóry, znosi kolkę nerkową i pomaga wydalić kamienie i piasek, jest przeciwbólowy, przeciwskurczowy, krwiotwórczy i trochę jeszcze więcej.
Nie stosuj jednak glistnika przy jaskrze, zaćmie, w ciąży, podczas zażywania atropiny.
Zachowuje naturalny zielony kolor i ma przyjemny zapach. Teraz jeszcze czeka go rozdrabnianie i wsypanie do szklanych słojów ze szczelną pokrywką, by nie stracił nic ze swojej mocy. Glistnika nie wolno suszyć w podwyższonej temperaturze, bo traci swoje właściwości.
Z suszu można zrobić w łatwy sposób nalewki i napary, a także ocet glistnikowy (do użytku zewnętrznego na zmiany skórne, także grzybice)
Susz glistnikowy można mieszać z innymi ziołami, w zależności od tego, w jakim kierunku chce się wzmocnić jego działanie:
na poprawę krwi z zielem mniszka, na kaszel z tymiankiem lub macierzanką, prawoślazem, na wątrobę z mielonym ostropestem, kocanką, kurkumą, karczochem, dziurawcem, na uspokojenie z maczkiem kalifornijskim (pozłotka) itd.
Napar: Łyżkę suszonego ziela zalać szklanką wrzątku, przykryć i zaparzać 30 minut. Odcedzić i pić 3x dziennie po 50ml.
Nalewka: 1 część(objętościowo) suszu glistnikowego zalać 5 częściami alkoholu (wódka) na 7 dni. odcedzić. Zażywać 2-3 razy dziennie po 5 do 10 ml w 100ml wody, lub wybranego naparu ziołowego.
Nierozcieńczoną nalewką można smarować chorą skórę (grzybice, czyraki, kłykciny, łuszczyca, toczeń rumieniowaty itp), mozna też przemywać zmiany rozcieńczoną nalewką (łyżka na szklankę wody).
Glistnik był jednym z ziół, które zastosowałam u siebie przy leczeniu boreliozy.
Kto nie zdążył uzbierać i ususzyć własnego glistnika by uzyskać właściwą jakość surowca, albo nie ma takiej możliwości, może pisać do mnie, bo trochę go mam w zapasie.
niedziela, 20 maja 2012
Tańcowanie z gracką
Tak wygląda zasiany ogród na Końcu Świata w zachodzącym majowym słońcu.
Pomidory, sałata i papryka (papryka nie ujęta na zdjeciu) są z rozsady, reszta na wyścigi z chwastami kiełkuje z ziemi.
Gracowanie zasianych grządek i wytyczonych ścieżek oszczędza pracy na potem, a ogród wygląda porządnie. Oczywiście trzeba oznaczyć wysiane rzędy. Np.wsiać rzadko rzodkiewkę w rzędy długo kiełkujących roślin (np marchew) i już spokojnie można przetańczyć z gracką w międzyrzędziach.
Pomidory, sałata i papryka (papryka nie ujęta na zdjeciu) są z rozsady, reszta na wyścigi z chwastami kiełkuje z ziemi.
Gracowanie zasianych grządek i wytyczonych ścieżek oszczędza pracy na potem, a ogród wygląda porządnie. Oczywiście trzeba oznaczyć wysiane rzędy. Np.wsiać rzadko rzodkiewkę w rzędy długo kiełkujących roślin (np marchew) i już spokojnie można przetańczyć z gracką w międzyrzędziach.
Teraz to rozrabiaka i strażniczka.
Nowe światy Kota
Pierwszy listek Szczodraka Krokoszowatego
czwartek, 17 maja 2012
Po przeprowadzce
27 kwietnia...
I stało się :)
Przyjechałam na wieś z dorobkiem
zycia, obejmującym trzy pudełka książek: praktycznych, bo
beletrystyki już nie czytuję, komputer, dwie torby ubrań i kotkę.
Kotka jak najbardziej miejska,
wyłącznie mieszkaniowa, pańska skórka.
Aklimatyzacja Baśki nastąpiła
błyskawicznie. Szybko zorientowała się w otoczeniu i za ostoję
bezpieczeństwa uznała dom. Jeśli poczuje się zagrożona, biegnie
galopem do domu.
Założyła własne porządki na
podwórku, wyganiając kotkę sąsiadki. Dwa tutejsze kocury
dostąpiły przychylniejszego przyjęcia. Na ich widok nie zamienia
się w kulę furiackiego futra z lisim ogonem.
Pogoniła również psy sąsiadów.
Omijają teraz szerokim łukiem obejście domu. Przebywać na
podwórku pozwala tylko kasztanowatemu kundelkowi sąsiadki, z którym
poznałam ją osobiście.
Zmieniły się też jej nawyki
żywieniowe. W mieście tylko mięso raz lub dwa razy dziennie,
malutkie porcje z powodu chronicznego braku apetytu. Tutaj nie
gardzi również ziemniaczkami z tłuszczem. Pochłania kilka
posiłków bez marudzenia i przebierania. Cwaniara próbuje nawet
podkradać ze stołu, co w mieście nigdy się jej nie zdarzało.
Przybyła pewnie kilogram od przyjazdu na wieś i widzę, że czuje
się coraz szczęśliwsza i pewniejsza siebie.
Ciekawe czy będzie wiedziała co robi
się z myszami :).
Dzień po przyjeździe orka wiosenna i
bronowanie ziemi pod ogród i jak to się tutaj mówi: sadzenie
ogrodu. Trzeba to robić póki ziemia świeża i wilgotna, bo potem
wysycha.
Została posadzona cebula, (dużo),
posiana marchew, buraczki, szpinak, sałata, koper, rzodkiewka,
posadzone ziemniaki, a na dniach pojadę po rozsadę selera, porów,
kapusty, pomidorów, papryki, oraz kalafiora, a po 8 maja wysieję
fasolki, kukurydzę i ogórki.
Wiosną trzeba przygotować się do
zimy.
Piwnica ziemna to doskonały wynalazek.
O tej porze mam jeszcze z zeszłego roku jędrne i świeże
ziemniaki, marchew, selery, pietruszkę i buraki.
Osobne grządki zajęły zioła
wieloletnie, wysiane na rozsadę. Posadzę je jesienią obok domu, na
istniejącej już, jakby na zamówienie usypanej górce.
Szałwia, melisa, tymianek,
macierzanka, lubczyk i wiele innych. Spróbuję też zaaklimatyzować
lawendę.
Kilka dni po posadzeniu ogrodu, ziemia
przypomina popiół. Czekamy na deszcz.
Piszę ten post do szuflady, bo nadal
nie mam tu internetu. Jest możliwe założenie neta i na dniach
sprawa powinna się wyklarować.
01.maja.
Burza kręci się wokół wsi.
Pada to z prawa, to z lewa, przychodzą wieści o deszczu z Zamościa,
a tutaj nic.
Deszcz przyszedł 3 maja. Piękna burza
z rzęsistą zlewą i ziemia w ogrodach zmieniła barwę z popielatej
na czarną. Wychyla się szczypior z posadzonej cebuli. Od tej pory
popaduje co jakiś czas, na zmianę z pięknym słońcem i puchatymi
mlecznobiałymi poduchami chmur.
W zeszłym roku posiałam z ciekawości
zimową sałatę i okazało się to bardzo udanym posunięciem.
Mam gotową rozsadę w takiej ilości,
że wysadziłam 100 sałat i rozdaję sadzonki wszystkim chętnym
wokół.
Zimowy szpinak też zdał egzamin. Pani
Ala ugotowała z niego miejscowy specjał zwany włokiem. Ciekawa
zbieżność z nazwą naczynia wook.
Na włok można użyć wszelkiej młodej
zieleniny jaka nadaje się do spożycia. Tak więc wykonuje się go
tu z lebiody, szpinaku, pokrzywy, naci buraka, (dla odmiany smaku
można dorzucić nieco szczawiu) i jak się dowiem z czego jeszcze,
to dopiszę, a teraz sposób wykonania włoka.
Młode rośliny (sporo, bo tracą na
objętości) trzeba przebrać i dokładnie opłukać, po czym
pogotować chwilę w niewielkiej ilosci wody. Do donicy (makutry)
wrzuca się drobno pokrojony czosnek, szczypior i ze szczyptą soli
uciera pałką na masę. Lekko odcedzić obgotowane rośliny i
dorzucić je do makutry. Ucieramy wszystko pałką na jednolitą
szmaragdowozieloną pastę.
Teraz przygotowujemy na patelni
zasmażkę z mąki na smalcu z chrupiącymi skwarkami i jak jest już
gotowa, dodajemy zawartość makutry i podgrzewamy do zgęstnienia.
Można dodać łyżkę lub dwie kwaśnej śmietany.
Je się to z chlebem. Bardzo smaczne i
sycące danie.
Nasz włok był ze szpinaku i pokrzywy.
Ja tak opowiadam o deszczu i sadzeniu
ogrodu, o włoku i innych rzeczach i nie mogę dojść do sedna.
Chciałam opowiedzieć o roślinach
adaptogennych. To interesująca z punktu widzenia ludzkiej siły
zyciowej grupa roślin, zwanych „złotymi roślinami” Część z
nich jest znana i popularna w Polsce, a część jedynie poza
granicami naszego kraju. Te znane to żeń-szeń, aralia mandżurska,
różeniec górski, mniej znane to kosmaczek dzwonkowiec,
eleuterokok, cytryniec chiński oraz szczodrak krokoszowaty
(Rhaponticum
carthamoides), zwany inaczej leuzeą, rośliną
życia, korzeniem marala, a po chińsku lou-lu.
Co to jest adaptogen?
Adapto (z greckiego)
przystosować się, a gen ( z greckiego) -powodujący. Zgodnie
z nazwą adaptogen to substancja ułatwiająca przystosowanie się
organizmu do niekorzystnych warunków środowiskowych (Lazariew).
Posłużę się również definicją i
opisem innego rosyjskiego farmakologa i doktora medycyny holistycznej
Breckhmana: „adapotogen to substancja głównie pochodzenia
naturalnego, która musi być nieszkodliwa i może powodować
minimalne zmiany w psychicznych funkcjach organizmu, musi działać
niespecyficznie i wykazywać właściwości normalizujące. Obecnie
uważa się, że rośliny adaptogenne – to takie, które mają
normalizujący wpływ na ludzki ustrój, ale nie nadstymulujący, ani
nie blokujący normalnych jego funkcji, lecz działający raczej jako
tonicum.
Rośliny
adaptogenne stymulują rdzeń nadnerczy, wzmagając zdolność
przystosowawczą organizmu i odporność na przeciążenia”.
Mówiąc
po ludzku, rośliny adaptogenne nie powodują wypalenia resztek
nagromadzonej energii tak
jak stymulanty, (przykładowo
kawa), ale powodują
przemiany budujące
siłę i odporność na niekorzystne warunki, oraz powiększają
wydolność zarówno psychiczną jak i fizyczną, działając przy
tym korzystnie na całość ustroju.
Jakie warunki wg Lazariewa powinna spełniać roślina adaptogenna:
Zwiększenie
odporności ciała ludzkiego
na wysoką i niską
temperaturę, niedobór tlenu, hałas, wibracje, promieniowanie
radioaktywne, trucizny(zanieczyszczenia cywilizacyjne, chemiczne,
alkohol itp.), bakterie, wirusy, grzyby chorobotwórcze.
Adaptogen
powinien normalizować patologiczne procesy fizjologiczne organizmu,
nie wywierając jednocześnie
wpływu na te przebiegające prawidłowo.
Według innych badaczy złotych roślin,
adaptogeny posiadają zdolności wymiatania wolnych rodników,
ochraniające wątrobę i pomagające usuwać toksyny, normalizujące
cukier we krwi, wzmagające czujność i wydolność układu
odpornościowego.
Polepszają koncentrację psychiczną i
zapamiętywanie, zmniejszają nerwowość i wybuchowość,
normalizują sen, powodują samoistny wzrost witalności i siły
mięśni, są pomocne przy zaburzeniach funkcji seksualnych,
zmniejszają pociąg do alkoholu i potrzebę uzywania cukru.
Mają działanie anaboliczne,
zwiększają wydolność pracy fizycznej i umysłowej, dają pogodę
ducha.
Napiszę teraz coś bardzo ciekawego o
tych roślinach. Otóż naukowcy starali się z każdej z nich
wyizolować substancję chemiczną decydującą o jej działaniu. I
co? I nic.
Działanie wykazuje tylko i wyłącznie
cała roślina, lub jej część jaka jest przeznaczona tradycyjnie
do użycia.
Innymi słowami: nie da się
opatentować związku chemicznego i sprzedawać go jako leku, bo
działa jedynie cały niepowtarzalny kompleks składników tych
wyjątkowych roślin.
Próby izolowania poszczególnych
związków chemicznych, dawały produkt nie działający, lub o
działaniu słabym i niepełnym.
Z tego też powodu nie powiodły się
próby standaryzacji składników adaptogenów (choć takie próby są
podejmowane), bo na dobrą sprawę nie wiadomo co tak działa i
dlaczego, więc nie wiadomo co standaryzować, a jednak wybitne i
niepodważalne działanie tych roślin było wykorzystywane przez
wieki historii człowieka z doskonałym skutkiem.
6 maja
Zatrzymam się dłużej na Szczodraku,
korzystając z leniwej majowej niedzieli , oraz z tego powodu, że
oprócz dobytku doczesnego i kota, przybyły ze mną na wieś
stratyfikowane ponad miesiąc w lodówce i kiełkujące już, nasiona
tej złotej rośliny.
Muszę powiedzieć, że jej właściwości
zadziałały mi mocno na wyobraźnię. Poszukiwałam tych nasion
prawie trzy lata, bo nie są łatwe do zdobycia.
Leuzea to roślina występująca
naturalnie jedynie na Ałtaju i Syberii. Gatunkowo jest bardzo stara,
bo jest reliktem plejstocenu. Dorasta do wysokości 150-180 cm, kwiat
ma pojedynczy, purpurowo-fioletowy, a nasiona zaczyna wydawać
zazwyczaj w trzecim roku życia.
Tradycyjnie z tej rośliny korzystała
przez wieki medycyna chińska, tybetańska i mongolska. Stamtąd też
pochodzi jej nazwa Lou-lu. Wykorzystywane były jej liście lub
korzenie (co najmniej trzyletnie). Po rozpadzie ZSRR, powodu sławnego
i niezawodnego działania (wykorzystanie w sporcie), zapotrzebowanie
na Szczodraka było tak duże, że niemal wytrzebiono jego naturalne
stanowiska. Sprzedawano wtedy z Rosji na zachód specyfiki z
mielonego korzenia rośliny. Szybko okazało się, że na masową
skalę nie da się wykorzystywać korzenia, więc sięgnięto po
liście, które okazały się równie cennym, a nawet zasobniejszym w
składniki czynne surowcem. Dodatkowym atutem było to, że plantacja
nie ulegała zniszczeniu. Nad badaniem składu i działania liści,
dr biologii Nikołaj
Piotrowicz Timofiejew, współpracownik Rosyjskiej Akademii Nauk
spędził 12 lat i opracował naukową metodę ich wykorzystywania.
Można
ją streścić w kilku słowach: suszone sproszkowane liście mają
najlepsze działanie, a ich skład okazał
się
korzystniejszy od składu korzenia.
Stąd
też sprzedawane preparaty z Leuzei, składają się wyłącznie
ze sproszkowanych liści, oraz (jeśli są tabletkowane) wypełniaczy,
sklejaczy itp. rzeczy uzywanych do produkcji tabletek.
Oprócz
Rosjan, badaniem wpływu Szczodraka
na organizm człowieka zajmują się najlepsi
biochemicy w
Stanach Zjednoczonych, Japonii UE,
Czechach
i Rosji.
Wtorek, 8 maja.
Dzień pod znakiem leśnych zwierząt.
Od rana sąsiedzi przynoszą wieści, komu dziki wyjadły posadzone
kartofle. Przez okno kuchenne widzę dorodnego zająca, jak w
deszczu, niespiesznie decyduje się przekicać drogę, by zniknąć
na przeciwległym wzgórzu.
Z lasu od strony debry z tupotem
wypadły dwie sarny. Odważniejsza pobiegła na moje obejście, ta
bardziej płochliwa zawróciła do lasu. Szkoda, że nie mam zwyczaju
nosić ze sobą aparatu fotograficznego. Jednak nie spaceruję sobie,
ale cały dzień ręce mam unurzane w ziemi. Trochę szkoda
delikatnego sprzętu.
Mszyce dobrały się do młodziutkich
śliwek. Szukam w notatkach szybkiego naturalnego środka i znajduję.
20 dkg świeżych liści mniszka namoczyć na 3 godziny w 5 litrach
wody, odcedzić i opryskiwać.
Narwałam, posiekałam, zalałam i
czekam teraz aż upłyną trzy godziny. Sprawdzimy efekty.
Niedziela 13 maja
Na dworze zimno jak w psiarni.
Wczoraj od rana był wielki duszny upał
i koszenie przerośniętego trawnika przed domem (a jest co kosić).
Końcówka koszenia i zgrabiania wypadła na lodowaty północny
wiatr i ciężkie chmury niosące zimny deszcz. Najpierw krótkie
spodenki zostały zamienione na długie, potem doszedł sweterek i
kamizelka z polaru. Ostatni kubeł skoszonej elektryczną kosiarką
trawy wylądował w miejscu planowanego kompostownika tuż przed
deszczem. Znalazłam podczas koszenia piękne kute z mosiądzu
strzemię. Wróżba ? :)
Dzisiaj zapaliłyśmy w piecu. W domu
miłe ciepło. Zapowiadają w radio przymrozki, a ja mądra mieszczka
posadziłam przed Zimną Zośką pomidory. Będę je musiała
przykryć na noc włókniną, aby przetrwały.
Szczodrak wypuścił liścienie z ziemi
i niektóre z roślinek mają już zaczątki pierwszych prawdziwych
liści.
Adaptogeny interesują mnie z powodu
inteligentnego działania, dopasowującego się do potrzeb
indywidualnych każdego organizmu. U człowieka zdrowego, powodują
umocnienie zdrowia i wzrost siły i odporności, oraz wydolności
umysłowej i fizycznej, a u człowieka z niedomaganiami, pozwala na
szybsze uporanie się z chorobami, a następnie wejście na
„prawidłowe obroty”. Mają zastosowanie u dzieci i u ludzi
starszych, są nieszkodliwe nawet przy przedawkowaniu.
Uważam, że człowiek jest zdolny żyć
bez chorób i w sprawności fizyczno-umysłowej, aż do naturalnej
śmierci. Czytałam nie raz o chińskich mędrcach i zielarzach,
dożywających wieku matuzalemowego w dobrym zdrowiu i kondycji.
Jestem zainteresowana osobiście, bo nawet powołując się na prawo
reinkarnacji, nie podoba mi się to, ze wszystko zapomnę i będę
zaczynać od początku jako niemowlę. Wolałabym wykorzystać to
życie w pełni do pisanego mi w gwiazdach końca najlepiej jak
potrafię, ucząc się i stosując uzyskaną wiedzę w praktyce.
Podobno komórki watroby są obliczone
na życie przez kilkaset lat, a my wykańczamy ją w lat
trzydzieści-czterdzieści.
Wracając do Szczodraka: literatura
rosyjska podaje http://leuzea.tiu.ru/
, że Szczodrak (Rhaponticum) reguluje układ nerwowy, hormonalny,
wzmaga siłę zmysłów, reguluje układ krążenia i układ
pokarmowy,, metabolizm i gospodarkę energią, odporność i
płodność kobiet i mężczyzn.. Kiedy występują odchylenia i
nieprawidłowości homeostazy, wyzwala samokontrolę organizmu i
mechanizm przywracania funkcji życiowych do optymalnych wartości.
Reguluje produkcję, wykorzystanie i
bilans konkretnych produktów przemiany materii,
poprawia obniżoną lub utraconą
odporność.
Szczodrak ma tonizujące, adaptogenne i
antyoksydacyjne działanie, usuwa reakcje alergiczne,
zapalenie skóry, astmę i choroby
autoimmunologiczne.
Normalizuje aktywność układu
hormonalnego organizmu, przywraca humoralną odporność komórkową,
ma nootropowe i psychoenergetyzujące działanie.
Poprawia jakość odbioru bodźców
docierających przez receptory zmysłów, daje doskonalszą pamięć
i wybitnie poprawia umiejętność logicznego myślenia, sprzyja
koncentracji, stymuluje uczenie się i aktywność mózgu.
Jest szczególnie skuteczny u osób
pod wpływem stresu oraz fizycznych czynników ekstremalnych.
Stosowany jako profilaktyczny środek
przy zmęczeniu mięśni i chronicznym zmęczeniu, przy problemach z
krążeniem krwi, z impotencją, zespołem napięcia
przedmiesiączkowego, wtórną niepłodnością, alkoholizmem.
Pobudza szybkie gojenie ran i urazów,
działa anaboliczne, przeciwdepresyjnie, przeciwbakteryjnie,
uzupełnia mikroelementy i witaminy.
Suszone sproszkowane liście Szczodraka
są podawane najwyższej klasy sportowcom (szczodrak nie jest
uznawany za środek dopingujący) - w celu poprawy wydajności
podczas treningu i uzyskiwania najlepszych możliwych wyników w
zawodach, oraz dla szybkiej rekonwalescencji po przeciążenia i
urazach, oraz dla zwiększenia rezerw energetycznych oraz potencjału
organizmu. Stosowany podczas intensywnego treningu sportowego w
warunkach ubogotlenowych.
Zastosowanie:
w medycynie alternatywnej –
jako afrodyzjak i adaptogen, anabolik,
antydepresant, środek krwiotwórczy, nootrop, środek tonizujący,
przeciwnowotworowy, gojący rany, przeciwsenny (nocne zmiany,
kierowcy, uczenie się itp.).
W naukowej medycynie-
wykorzystywany jest przy zaburzeniach
czynnościowych układu nerwowego, jako antydepresant, przy
zaburzeniach sercowo-naczyniowych, antykoagulant. Również ma
zastosowanie przy hiperglikemii, hipoglokemii, hiperlipidemii,
niedokrwistości, jako środek przeciwbólowy, u osób z
niedociśnieniem, jako środek antytoksyczny, przeciwnowotworowy, w
okresie rehabilitacji po chorobie;
W medycynie sportowej i wojskowej -
w celu poprawy przystosowania ciała
do wysokiej wydolności w stanach niedoborów zywieniowych,
tlenowych, w warunkach toksycznych, przy pokonywaniu ekstremalnego
fizycznego i psychicznego wysiłku;
w praktyce klinicznej – przy
uszkodzeniu sercowego (wieńcowego)układu krążenia, ośrodkowego
układu nerwowego i rozrodczego.
Jak stymulant gojenia się ran i
owrzodzeń, oparzeń.
Stymuluje libido i eliminuje dyskomfort
w życiu seksualnym;
W praktyce domowej, jako podręczny
środek -
przy zmęczeniu nerwowym i mięśniowym,
przy nałogu alkoholowym, impotencji, zespole napięcia
przedmiesiączkowego, wtórnej bezpłodności, jako środek
wzmacniający i pobudzający, gojenie ran, przeciwbakteryjny,
anaboliczny, nootropowy antystresowy, multiwitaminowy i uzupełniający
pierwiastki śladowe.
PRZECIWWSKAZANIA
Przeciwwskazań do stosowania
Rhaponticum carthamoides – brak.
Nieszkodliwy, nietoksyczny, działający
w sposób zdecydowany ale łagodny, nie powoduje uzależnień. Skutki
uboczne i szkodliwe działanie nie zostały zarejestrowane.
Substancje czynne nie mają działania poronnego. W doświadczeniach
na zwierzętach testowano wielokrotne przedawkowanie zielonej masy
przez długi czas, jednak nie miało to negatywnych następstw.
Należy jednak unikać długotrwałego
i niekontrolowanego zażywania leuzei, oraz wysokich dawek, ponieważ
nie można wykluczyć, powstania w takich wypadkach krótkotrwałego
podniesienia ciśnienia wewnątrzgałkowego, wzrostu amplitudy
skurczów serca, pobudzenia układu nerwowego oraz układu krążenia.
JAK ZAŻYWAĆ:
wieczorną dawkę wziąć co najmniej
3-4 godziny przed snem.
Unikać jednoczesnego zażywania
środków psychoaktywnych i nootropowych.
Kobiety ciężarne i karmiące matki,
oraz dzieci poniżej 12 lat powinny wstrzymać się od zazywania bez
konsultacji z lekarzem.
Wpływ na kierowców pojazdów: Zaleca
się dla kierowców w celu zwiększenia reakcji i uwagi
oraz niwelowania fizycznego i
psychicznego zmęczenia, oraz w nocy, jako śordek zapobiegający
zaśnięciu za kierownicą.
Interakcje:
Nie zaleca się
łączyć z innymi złotymi roślinami, w szczególności z cytryńcem
chińskim, i aralią wysoką, oraz roślinami i środkami
psychoaktywnymi, oraz kawą.
DAWKOWANIE
Szczodraka charakteryzuje znaczna
szerokość optymalnej dawki.
Pojedyncza dawka terapeutyczna to 25
mg / wielkość porównywalna do ziarnka pieprzu czarnego/
W sporcie 25-50 mg.
W szczególnych przypadkach jeszcze
więcej.
Sposób stosowania: Najlepiej doustnie,
w postaci suchego proszku „pod językiem”
można zaparzać również wrzątkiem,
jako dodatek do czarnej herbaty, w połączeniu z innymi ziołami w
formie herbaty ziołowej, oraz wyciągów alkoholowych i naparów
W razie potrzeby Szczodraka można
zażyć w każdej chwili:
Wieczorem przed nocną pracą, w celu
usunięcia zmęczenia i senności, oraz utrzymania wysokiej zdolności
do pracy,
Jeśli czujesz, że zaczynasz chorować,
weź częściej- co 3-4 godziny, zwiększając minimalną dawkę
W przypadku choroby pojedynczą dawkę
(25 mg), zaleca się zwiększyć 2 - 3 razy.
Dla sportowców o wysokim poziomie
procesów metabolicznych dawka może być zwiększana stopniowo do
4-10 razy. Przy tym duża dawka powinna być połączona z
odpowiednim obciązeniem fizycznym.
Okres przyjmowania nie jest
ograniczony. Można go przyjmować od 2 do 10 lat.
Zasadniczo proponuje się 1-2 dawki
(25-50mg) - rano, po południu i w godzinach wieczornych.
Znaczący wpływ osiąga się średnio
w 7 dni (indywidualnie od 1-10 dni)
Kuracja, w zależności od wielkości i
częstotliwość dawek może wynosić 30-60 dni, następnie zaleca
się zrobić sobie przerwę na 10-60 dni, po czym można wznowić
zazywanie szczodraka. Fizjologicznie ostatnie efekty interakcji
szczodraka z ludzkim ciałem występują od 1,5 do 2 miesięcy po
przerwaniu zażywania.
Przedawkowanie
Wpływ immuno-stymulujący nie
zwiększa się proporcjonalnie do dawki, więc nie ma sensu wychodzić
poza rozsądne dawkowanie.
Krótkoterminowe lub jednorazowe
przedawkowanie nie przynosi szkody, ale również nie zwiększa
efektów.
Przewlekłe stosowanie dużych dawek
szczodraka jest bezsensowne, gdyż nie przynosi zwiększonych
efektów, ale mogą wystąpić skutki uboczne w postaci
nadwrażliwości - nudności, biegunki, wymiotów, uczucia suchość
w ustach.
Objawy przedawkowania to: zwiększona
drażliwość, zaburzenia snu, kołatania serca, depresja.
Należy zachować ostrożność podczas
podawania szczodraka pacjentom z ciężkimi przewlekłymi chorobami
układu sercowo-naczyniowego (nadciśnienie tętnicze, ciężka
postać arytmii), w ostrych
chorobach zakaźnych, przewlekłej
chorobie nerek, niewydolności wątroby, przy zaburzeniach
psychicznych.
Przy powyższych niedomaganiach
dawkowanie dobrać indywidualnie, zaczynając od minimalnych ilości,
ostrożnie dodając lub w razie potrzeby ujmując 10-20% proszku,
monitorować stan w porozumieniu z lekarzem.
Poniedziałek 14 maja
Maliny, chwasty, chwasty, maliny,
maliny chwasty, chwasty w malinach i truskawkach i tak cały dzień
słuchając wielkiej leśnej ptaszarni medytująco, w gumiakach.
na koniec profilaktyczne okrycie
pomidorów agrowłókniną, kolacja, mycie gorącą wodą nagrzaną
na piecu, notatka i spać :)
Aha i kotka na mnie nakrzyczała bo
kazałam jej do domu, a wieczór taki piękny....
Goracy piec kuchenny pogodził ją z
losem.
Środa 16 maja
Dziś wyjazd do Hrubieszowa w celu
przepisania umowy o dostawy prądu na moje nazwisko, i przy okazji
zakup modemu internetowego. Nie miałam ochoty podpisywać stałej
umowy na dwa lata, więc wybrałam słabszy, ale dający swobodę
wyboru internet na kartę heyah.
Jest naprawdę słaby, ale do czytania
informacji, do bloga, do odwiedzania forum KodCzasu , poczty i do
gg wystarcza.
piątek, 30 marca 2012
Czym umyć zęby?
Jak zadbać o zęby i dziąsła, nie używając pasty do zębów. Czy to jest możliwe?
Pomysł pojawił się przy okazji testowania metody odtruwania organizmu, poprzez ssanie oleju słonecznikowego.
Dla tych którzy nie wiedzą co to jest, polecam wyszukiwarkę internetową.
Okazało się, ze ssanie oleju (oprócz docelowych korzyści) pomaga pozbyć się płytki nazębnej i doskonale rozpuszcza osad z kawy i herbaty, wybielając zęby, oraz wzmacnia dziąsła.
Następny krok był już prosty: odrobina oleju do buzi i szczotka do zębów.
Udoskonalenie pojawiło się szybko: dodatek sproszkowanych ziół.
Klasyka to szałwia. Jeszcze ładniej doczyszcza zeby, odkaża i leczy dziąsła, zostawia miły zapach.
Oprócz szałwii można użyć melisy (zapach cytrynowy), lub miety, lawendy, a także robić własne kompozycje dodając do mielonych ziół np. kilka goździków przyprawowych.
Można komponować również mieszanki leczniczo-zapachowe, np. z dodatkiem kłącza tataraku, który ponoć skutecznie zniechęca do palenia.
Kres eksperymentom nadaje jedynie wasza własna wyobraźnia, do korzystania z której (oczywiście w oparciu o właściwości lecznicze ziół), zachęcam.
Efekt jest bardzo dobry, pozostawia wrażenie doskonałej czystości zębów, oraz pomaga tym, którzy mają problemy z dziąsłami, płytką nazębną, oraz infekcjami jamy ustnej. Jest to również doskonała profilaktyka.
Po umyciu zębów olejem słonecznikowym z ziołami (można użyć również oliwy z oliwek tłoczonej na zimno, która zawiera składniki potrzebne błonie śluzowej) nie odczuwa się potrzeby użycia pasty do zębów.
Zioła najlepiej zmielić w młynku do kawy na proszek, który przechowuje się w malutkim szczelnie zakręconym słoiczku szklanym w łazience, obok niewielkiej buteleczki z wybranym olejem.
Wilgotną szczoteczką nabieramy nieco proszku, bierzemy do buzi odrobinę oleju i do dzieła ;)
Szałwia działa przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo, przeciwwirusowo, przyśpiesza gojenie się ran, owrzodzeń,
Lawenda hamuje rozwój bakterii i grzybów, odkaża, przyspiesza gojenie.
Melisa działa przeciwwirusowo (niszczy wirusa opryszczki), przeciwzapalnie,
przeciwbakteryjnie, ściągająco.
Tatarak odświeża i odkaża jamę ustną, niweluje nieprzyjemny zapach z ust i stany zapalne, leczy wrzody, nadżerki, zajady.
Goździk działa silnie przeciwzapalnie, silnie ściągająco, odkażająco, znieczulająco, przeciwbólowo.
Warto używać przy stanach zapalnych błon śluzowych.
Podobnie jak tatarak zniechęca do palenia.
Przypominam, że błona śluzowa jamy ustnej jest przystosowana do wchłaniania, więc szybko we krwi znajdują się wszelkie składniki tego, czym czyścimy zęby.
Jama ustna jest w bezpośrednim sąsiedztwie naszych cennych szarych komórek.
Jama ustna jest w bezpośrednim sąsiedztwie naszych cennych szarych komórek.
W przypadku past do zębów, polecam przeczytać ich skład i samemu dowiedzieć się co to jest i jak działa na organizm ludzki.
Niniejszym oddaję wynik eksperymentu w Wasze ręce.
Powodzenia :)
środa, 29 lutego 2012
Korzenie słonecznika
Znalazłam trochę ciekawych informacji na temat wykorzystania słonecznika w leczeniu kamieni nerkowych.
Przepis:
Pełną szklankę rozdrobnionych korzeni słonecznika zalej wieczorem 3 litrami wody, doprowadź do wrzenia i gotuj 5 minut. Daj ostygnąć przez 12 godzin (przez noc). Odcedź, korzenie schowaj do lodówki, a wywar wypij przez dwa dni (3x dziennie po pół litra, lub w mniejszych porcjach. Wywar tak jak korzenie trzymaj w lodówce, porcję do picia najlepiej podgrzać)
Drugiego dnia, jak wywar do picia już się kończy, wyjmij wieczorem korzenie z lodówki, zalej 3 litrami wody, doprowadź do wrzenia i gotuj- tym razem 10 minut. Naciągaj 12 godzin. Korzenie po odcedzeniu schowaj do lodówki, a wywar wypij w porcjach w ciągu następnych dwóch dni.
Czwartego dnia wieczorem wyjmij korzenie z lodówki, zalej 3 litrami wody i gotuj przez 15 minut. Odcedź, naciągaj 12 godzin. korzenie możesz już wyrzucić, a odwar wypij w ciągu dwóch dni.
Cały cykl zajmie 6 dni.
Szóstego dnia wieczorem weź szklankę świeżych korzeni słonecznika i postępuj po kolei j/w.
Odwar z korzeni słonecznika normalizuje ciśnienie, jest polecany przy bólach głowy, chronicznym zmęczeniu i szybkiej męczliwości, osłabieniu słuchu i wzroku, przy przeciążeniu układu nerwowego, doskonale czyści układ moczowy ze złogów (piasek i kamienie), oczyszcza wątrobę i woreczek z kamieni żółciowych. Odmładza organizm, zwiększa giętkość ciała i zakres ruchów stawów.
Wywar z korzenia słonecznika rozpuszcza i wypłukuje złogi soli ze stawów człowieka, dzięki czemu przywraca do zdrowia kręgosłup (kręgi), stawy, leczy bóle krzyża i zwyrodnienia krążka miedzykręgowego, zapalenia stawów, dnę moczanową itd.
Około 6go-9go dnia kuracji, mocz nabiera rdzawego koloru i staje się mętny. Pływają w nim różne rzeczy. To znak że są usuwane złogi razem z moczem. Leczenie kontynuuje się do momentu, kiedy mocz stanie się jasny i klarowny. Może to zająć kilka sześciodniowych cyklów.
Przerwa do następnej kuracji powinna wynosić co najmniej 180 dni.
Minimalna ilość jaka ma wpływ na oczyszczanie organizmu to jeden cykl wykonany z ilości 300 gram (szklanka suchych korzeni). Gwarantowany wynik to 900 - 1200 gram, czyli trzy -cztery powtórzenia po 6 dni.
Czasem podczas kuracji można odczuć lekkie pieczenie w stawach i kościach. Nie jest to niebezpieczne i po kilku dniach mija (objaw wypłukiwania złogów soli).
Profilaktycznie poleca się dwa razy w roku zrobić cykl dwunastodniowy (600 gram suchego korzenia).
Na czas leczenia zaleca się unikanie potraw pikantnych, kwaśnych, wędzonej żywności i alkoholu. Piwa też :)
Kuracji nie poleca się kobietom w ciąży i podczas karmienia piersią. Zaleca się natomiast oczyścić organizm przed planowaną ciążą.
Do leczenia nadaje się jedynie główny korzeń słonecznika. Boczne korzenie należy usuwać. Pozyskujemy korzeń w czasie gdy talerz słonecznika dojrzał do zbioru (utracił zielony kolor, zbrązowiał), a łodyga jest również brunatnego koloru. Korzeń wtedy jest suchy i lekki. Wcześniej nie będzie skuteczny.
Korzeń słonecznika jest trudny do wykopania i rozdrobnienia. Osiąga wielkość solidnie wyrośniętej grubej marchwi i jest twardy jak dąb. W celu pokawałkowania najlepiej użyć dobrej siekiery.
Korzeń oczyścić nożem z drobnych korzonków i małych odnóg, oraz piasku i ziemi. W razie potrzeby szybko opłukać.
Następnie porąbać go siekierą wzdłuż, na 4-6 części (na grubość ołówka) i wysuszyć. Wysuszony korzeń można spróbować połamać na mniejsze kawałki za pomocą kleszczy ), lub tego co tam wyobraźnia podsunie :) na wielkość 1 - 1,5cm. Teraz surowiec jest gotowy do większego rozdrobnienia (np młynkiem do mięsa z sitkiem o dużych oczkach. Praca dla atlety )
Jak widać sporo ciężkiej pracy, jednak czego się nie robi dla zdrowia. Korzeń słonecznika to skuteczny środek i warto go wykorzystać dla przywrócenia zdrowia i sprawności całego ciała.
Pamiętam jak roku przeszłego omal nie straciłam łopaty przy próbach wykopania tych korzeni z gleby.
Wtedy odpuściłam, ale w tym roku nie ma mocnych, ostrzę łopatę i zgromadzę zapas.
Pamiętam, jak rosnący słonecznik przyciągał ciągle moją uwagę gdy robiłam maść na bolące stawy i opuchnięte nogi (nie moje) i dodałam jego liście do tego mazidła.. Po prostu MUSIAŁAM je dodać, bo coś mi w środku mówiło, ze mam to zrobić bez gadania i już. Maść okazała się bardzo skuteczna, a tej zimy znalazłam opracowania rosyjskie o słoneczniku. Między innymi jest stosowany jako nalewka lub mocny wywar do nacierania przy schorzeniach stawów.
Zamieszczony na wstępie przepis na kamienie moczowe i oczyszczenie stawów również jest z tradycyjnej ludowej medycyny rosyjskiej.
Prawie wszystkie części słonecznika są lecznicze.
Rosjanie podają przepisy na nalewkę na płatkach, na wywar ze świeżych na wpół dojrzałych nasion, na miksturę z "czapeczki" z niedojrzałymi nasionami.
Różne części rośliny używa się przy różnych schorzeniach. Miażdżyca, nadciśnienie, przeziębienia, choroby wątroby i trzustki, żołądka i jelit., a także rdzenia kręgowego i mózgu.
Sezon siewny się zbliża, zaczynam gromadzić nasionka do ogrodu.
I pochwalę się od razu, że zdobyłam 80 sztuk nasionek Szczodraka Krokoszowatego, zwanego inaczej Korzeniem Marala lub Leuzeą. Roślina ze względu na swoje działanie zaliczana jest do grupy adaptogennych.
Mam nadzieję, że wszystkie nasionka wykiełkują.
U Rosjan są do nabycia tabletkowane sproszkowane liście tej rośliny. Preparat jest sprzedawany pod nazwą Rapontik.
Ciekawych zapraszam do przeczytania o Szczodraku na stronce pana Ciecińskiego: http://ciecinski.eco.pl/szczodrak.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)