W komentarzach nadmieniałam o tym, ze na miejscu po stodole mam teraz zaczątek nowego ogrodu. Zaczątek, bo na wschodnich krańcach świata naszego, południowoamerykańska "maniana" czyli "wieczne jutro" jest sprawą normalną, a poślizg do roku czasu jest przyjęty zwyczajowo. I tak to, zanim zrealizowała się obiecana pomoc w zniesieniu najcięższych słupów ze stodoły (którą licząc na ogród w tym roku rozbierałam sama zimą i wiosną -znając system maniany), zaczął mijać czas siewów, a trawa runęła zarastając wszystko po pas, w tym rzeczone słupy leżące w miejscu gdzie miał być początek sadu.
Drzewka które już miałam, posadziłam gdzie indziej, a nowych nie nabyłam, bo uległy by zadeptaniu podczas czyszczenia tej części placu po stodole.
Rok w tą czy w tamtą, jakie to ma znaczenie. Obyśmy zdrowi byli.
Poważnie :)
Jednak trochę ponad połowę po stodole udało mi się przygotować pod ogród i powiem Wam, że to był strzał w 10-tkę :)
Próchnica gruba na pół metra, w niektórych miejscach ponad 70 cm. Wszystko rośnie fantastycznie wielkie i mocne.
W połowie maja posadziłam kapustę z kupionej rozsady- takie szczurze ogonki na wielkość, a już wczoraj ugotowałam pierwszą kapustę zasmażaną (lipcówka)
Na pierwszym planie lipcówka.
Sałaty są koncertowe, odmiana masłowa i rzymska wysiewane w marcu do gruntu, nie wybijające szybko w kwiaty dostarczają codziennie pysznego jedzenia.
Kapusta liściasta mizuna, dwa pokolenia rzodkiewek, wczesny szpinak i inne krótkotrwałe zieleniny (wszystko wysiewane w marcu) przeszły już do historii, ustępując miejsca rozrastającym się pomidorom.
Nawet nie zauważyłam, jak z dziczyzny (oczywiście zielnej :) przeszłam w większości na jedzenie ogrodowe.
No i pomidory, nadal zdrowe, co kilka dni przybywa im na wysokość i szerokość. Po jednym paliku nie starczało, więc przeszłam na system palików i sznurków.
Widać jak całość podłoża jest wyścielona zmieloną przez kosiarkę trawą.
Trawa rośnie i co kilka dni trzeba kosić, więc ogródek na tym korzysta.
Podłoże jest tak miękkie, że na ścieżkach położyłam deski, by nie ugniatać ziemi.
Te syberyjskie odmiany sprawdzają się jak dotąd bardzo dobrze. Wysadzone w ostatnich dniach kwietnia radzą sobie bez osłon ze zmienną pogodą i dużymi wahaniami temperatury. Z obserwacji wynika, że najwcześniej zawiązał owoce Hlebosolnyj.
Korol Gigantow sięga mi niemal do pasa, w opisie jest informacja że dorasta do 160cm. Oczywiście wszystkie już pięknie kwitną.
Rosa Vetrov
Zdjęcia są sprzed kilku dni, pomidory urosły od tego czasu gdzieś o 1/4 i przybyło palików i sznurków. Co jakiś czas pryskam drożdżami nowe przyrosty na wszelki wypadek i wydaje się, że one to lubią, że wchodzą z drożdżami w jakąś symbiozę, co się uwidacznia nasileniem rośnięcia i jednocześnie grubością i mocą pędów.
Bardzo malutko wyszło buraczków i marchewki, cebula- dużo wszędzie gdzie popadło, nieco czosnku. To wszystko na tyle, na ile uwolniłam miejsca zajętego ekspansywnie przez przyrodę. Ona nie znosi pustki. Ziemniaków nie mam, ale też jakby od zeszłego roku przestałam je tak chętnie jeść, stąd nie żałuję.
Truskawki posadziłam na miejscu które chyba ulubiły pędraki. Znikają krzaczek po krzaczku, więc już szykuję nowe miejsce na późno-letnie przesadzanie.
Poprzedniej plantacji nie znalazły.
Z wiedźmińskich zajęć:
zbiory i suszenie ziół - melisa, szałwia, kwiat czarnego bzu, jaskółcze ziele, konyza (po raz pierwszy w tym roku), nieco tymianku. Do "żniw" dojrzała lawenda, ale dziś pada, więc poczeka na pogodę. Na dniach zbiorę oregano.
Obieranie listeczków melisy z ususzonych gałązek.
Takie oberwane listki w całości idą do zakręcanych słoików.
Ukręciłam maść na niespokojne nogi dla osoby ze wsi, działa bez pudła. Użyczona przez nią do posmarowania innej osobie -ze stanem zapalnym żylaków, w kilka godzin "schowała" te żylaki i uśmierzyła ból i stan zapalny. U innej zdjęła opuchlizny nóg i ból stawów.
A miała być tylko na zespół niespokojnych nóg. Użyta do masażu sparaliżowanej osoby z przykurczami dłoni i stóp, spowodowała wyluzowanie ścięgien i zmniejszenie przykurczy, poruszyła zastoje limfy.
No, ludzka wynalazczość, do czego można użyć maści na niespokojne nogi jest wielka :)
Są potrzebujący, więc ukręcam, ukręcam...
Testuję też na sobie sok z jaskółczego ziela. Nawyciskałam z ciekawości w najlepszym do tego czasie, kiedy kwitnie i ma zaczątki zielonych owoców. Przepis z rosyjskiej książki (książka niestety po rosyjsku) o przetworach leczniczych z glistnika. Sok zadziałał mi na wyobraźnię, jest samokonserwujący i z tego co widzę, to prawda.
Napiszę o nim więcej kiedy indziej, bo rozpisałam się bardzo.
Ostrzegam, że będzie ciekawie :)
Przydomowe kwiaty. To białe wyglądające zza węgła to parzydło leśne, lecznicze.
Żółte kwiaty to tojeść kropkowana, oczywiście lecznicza. Mam jeszcze obok domu sporo dziko zarastającej tojeści rozesłanej, płożącej się po ziemi delikatnej roślinki o złotych kwiatkach. W tle te wysokie patyki, to pędy kwiatowe lipcowych lilii.