Wracam z miasta do domu. Z każdym kilometrem czuję jak ciepło w okolicach serca rośnie i uśmiech bezwiedny, złapany nagle na gorącym uczynku.
W domu wielkie spakowanie, pozostały pożegnania i obietnica powrotu na wiosnę. Pani Ala śladem odlatujących ptaków udaje się na ciepłe zimowisko. Nie bardzo jej się chce...
Cisza... cisz....
A ciepło w sercu rośnie spokojne i wielkie, wypełnia dom, wylewa się za myślami po zakątkach ziemi, zakrada na skraj lasu, obejmuje drzewa i zaorane, mokre od deszczu pole....
piątek, 2 listopada 2012
sobota, 20 października 2012
Lecznicze opieńki
Grzyby są od zawsze wykorzystywane do leczenia. Oczywiście celują w tym Chińczycy.
Nie jest prawdą natomiast, ze tylko chińskie grzyby są lecznicze. Przykładem jest nasza opieńka.
Poprawia ukrwienie mózgu i serca, a także kończyn. substancje wzmagające ukrwienie działają także na gałkę oczną, stąd opieńki poprawiają wzrok. Pomagają w chorobach płuc, żołądka, wątroby.
Opieńki działają bakteriobójczo i przeciwgrzybiczo. Zawierają (tak jak większość grzybów) substancje przeciwnowotworowe. Jedzenie opieniek wspomaga prawidłowe nawilżenie skóry.
Proszek z suszonych opieniek (zażywany), pomaga przy bólach dolnej części kręgosłupa, oraz w/wym problemach.
Zebrane opieńki oczyścić i ususzyć i sproszkować. Zażywać 3 X dziennie po 10 gram. Można posypać nim jedzenie, lub wsypać do zupy, wymieszać z wodą, lub zażyć na sucho i popić.
Świeże opieńki w sezonie oczywiście najlepiej gotować i jeść. Gramy czy dekagramy jak myślę, nie mają tu znaczenia ;)
My na jutro znów szykujemy opieńki duszone z cebulką w śmietanie. Dodaję do nich świeże oregano, świeży tymianek, czarny pieprz i troszkę koperku, tez świeżego. Późno wysiany koper ciągle się zieleni między szczypiorem cebuli siedmiolatki. Przetrwał nawet trzy lekkie przymrozki.
Obiecałam zdjęcia z natury.
Debra ze strumieniem na dnie. Kilka metrów wyżej strumień zaczyna się źródłem
Opieńki w trawniku
Opieńki w lesie
Nie jest prawdą natomiast, ze tylko chińskie grzyby są lecznicze. Przykładem jest nasza opieńka.
Poprawia ukrwienie mózgu i serca, a także kończyn. substancje wzmagające ukrwienie działają także na gałkę oczną, stąd opieńki poprawiają wzrok. Pomagają w chorobach płuc, żołądka, wątroby.
Opieńki działają bakteriobójczo i przeciwgrzybiczo. Zawierają (tak jak większość grzybów) substancje przeciwnowotworowe. Jedzenie opieniek wspomaga prawidłowe nawilżenie skóry.
Proszek z suszonych opieniek (zażywany), pomaga przy bólach dolnej części kręgosłupa, oraz w/wym problemach.
Zebrane opieńki oczyścić i ususzyć i sproszkować. Zażywać 3 X dziennie po 10 gram. Można posypać nim jedzenie, lub wsypać do zupy, wymieszać z wodą, lub zażyć na sucho i popić.
Świeże opieńki w sezonie oczywiście najlepiej gotować i jeść. Gramy czy dekagramy jak myślę, nie mają tu znaczenia ;)
My na jutro znów szykujemy opieńki duszone z cebulką w śmietanie. Dodaję do nich świeże oregano, świeży tymianek, czarny pieprz i troszkę koperku, tez świeżego. Późno wysiany koper ciągle się zieleni między szczypiorem cebuli siedmiolatki. Przetrwał nawet trzy lekkie przymrozki.
Obiecałam zdjęcia z natury.
Debra ze strumieniem na dnie. Kilka metrów wyżej strumień zaczyna się źródłem
Jemy :)
Opieńki w trawniku
Opieńki w lesie
niedziela, 14 października 2012
Opieńki
Doceniam las zaczynający się na skraju gospodarstwa. Buty na nogi, wiaderko i nożyk i po małej chwili pierwsze grzyby.
Już czwarty dzień z kolei przynoszę do domu po wiadrze tego lesnego dobra.
W niektórych miejscach lasu rosną opieńki delikatne, o jasno-beżowej skórce, w innych miejscach grubsze, o miodowej barwie, a w niektórych ciemnobrązowe, o tęgiej budowie.
W mojej debrze za stodołą rosną te duże i mocne, o czekoladowo-brązowych kapeluszach.

Nawet na trawniku przed domem wyrastają ich kępki.
Najprzyjemniejsze jest zbieranie :) Potem to uczucia już trochę mieszane, kiedy trzeba wiadro grzybów przebrać i oczyścić. Na szczęście w tym roku nie są robaczywe. Zdrowiutkie grzybek w grzybek. Tylko niektóre są objedzone trochę przez ślimaki.
Codziennie raczymy się opieńkami duszonymi z cebulką w śmietanie, krupniczkiem z opieńkami, albo grzybową.
jeszcze się nie znudziło :)

Są oczywiście i inne grzyby, ale generalnie w naszym lesie jest czas opieńkowy.
Jak jestem w lesie, to przyrzekam sobie, że następnym razem wezmę aparat fotograficzny. A potem już jestem w lesie i na widok jakiegoś cudu grzybowego np wielkości 50-groszówki o jaskrawo-zielonym kapelusiku, albo ślicznej kępy opieniek, szamańskich muchomorów, albo fantastycznie złotych drzew prześwietlonych popołudniowym słońcem przypominam sobie o aparacie....
Jednak za nic już nie wrócę. Może następnym razem ...
Dlatego mogę Wam pokazać tylko martwa naturę, niestety.
Debry mają bardzo strome brzegi, czasami grzyby zbiera się wisząc jedną ręką zaczepiona o drzewo. Debry też chcę Wam pokazać. Mam nadzieję, że mi się to uda, bo aparat nie oddaje tego co widzi oko, zmienia perspektywę.
Już czwarty dzień z kolei przynoszę do domu po wiadrze tego lesnego dobra.
W niektórych miejscach lasu rosną opieńki delikatne, o jasno-beżowej skórce, w innych miejscach grubsze, o miodowej barwie, a w niektórych ciemnobrązowe, o tęgiej budowie.
W mojej debrze za stodołą rosną te duże i mocne, o czekoladowo-brązowych kapeluszach.
Nawet na trawniku przed domem wyrastają ich kępki.
Najprzyjemniejsze jest zbieranie :) Potem to uczucia już trochę mieszane, kiedy trzeba wiadro grzybów przebrać i oczyścić. Na szczęście w tym roku nie są robaczywe. Zdrowiutkie grzybek w grzybek. Tylko niektóre są objedzone trochę przez ślimaki.
Codziennie raczymy się opieńkami duszonymi z cebulką w śmietanie, krupniczkiem z opieńkami, albo grzybową.
jeszcze się nie znudziło :)
Są oczywiście i inne grzyby, ale generalnie w naszym lesie jest czas opieńkowy.
Jak jestem w lesie, to przyrzekam sobie, że następnym razem wezmę aparat fotograficzny. A potem już jestem w lesie i na widok jakiegoś cudu grzybowego np wielkości 50-groszówki o jaskrawo-zielonym kapelusiku, albo ślicznej kępy opieniek, szamańskich muchomorów, albo fantastycznie złotych drzew prześwietlonych popołudniowym słońcem przypominam sobie o aparacie....
Jednak za nic już nie wrócę. Może następnym razem ...
Dlatego mogę Wam pokazać tylko martwa naturę, niestety.
Debry mają bardzo strome brzegi, czasami grzyby zbiera się wisząc jedną ręką zaczepiona o drzewo. Debry też chcę Wam pokazać. Mam nadzieję, że mi się to uda, bo aparat nie oddaje tego co widzi oko, zmienia perspektywę.
czwartek, 4 października 2012
poniedziałek, 1 października 2012
Święto Ognia
Z samego rana do drzwi chaty zapukał Emmanuel, umówiony na pomoc przy paleniu gałęzi złożonych pod lipą, na skraju pola które ma się stać nowym Ogrodem.
Chaszczom które poprzerastały gałęzie przez lato, Jasień-Jasza-Jesień odebrał barwę i moc. Ich objęcia zelżały i za sprawą Emmanuela na zaoranym zaczął wyrastać pedantycznie ułożony stos ze słomianym sercem.
Stos miał zaistnieć już w sobotę, ale na podwórzu Stolarzowej załopotały na sznurach flagi i żagle świeżutkiego prania. Jak pięknie pachnie pranie wypłukane w krystalicznej zimnej wodzie, wysuszone słońcem i przewiane czystym wiatrem :)
Zapałka dotknęła słomy i zaczęła się alchemia przemiany. Wiatr-Dyj zwariował ze szczęścia, a że bestia lubi żarty, w kłębach dymu poruszał się Emmanuel. Bordowy z wysiłku walki o gałęzie z półmartwą Bylicą wielką na dwa chłopa i niewiele mniejszą, splątaną z Uczepem żylastą Pokrzywą, zapłakany od żartów Dyja, przypiekany żarem od stosu.
I tak do obiadu, przy którym dla zwiększenia w sobie Ducha, Emmanuel wychyla setkę Spirit-usa. Tylko nie chuchaj Emmanuel teraz przy Ogniu-Agnim. Agni nie zna się na żartach ;)
W tym czasie ja kontynuuję przeprowadzanie Szczodraka na nowe stałe miejsce. Miejsce doskonałe, czarnoziemne, bo po przeszłej do historii oborze. przesiewam Ziemię cierpliwie, wyciągając korzenie Mirabelek-Samosiejek, kłącza Pokrzyw, czerwono-pomarańczowe korzonki Jaskółczego Ziela i wszędobylskie kruche macki Podagrycznika, wyrywam za czupryny kępy Traw. Ogrodowe rękawice o nazwie Wampirki, zamieniły się juz w mitenki, z których wystają mi czarne od Ziemi paznokcie. Ziemia jest tak pulchna, ze można się w niej zapaść do pół łydki. Karmię tłustymi pędrakami wydobytymi spod korzeni Ostatnią Kurę Mariana- Mariannę, która spędza u nas całe dnie, a do domu wraca tylko na noc, zbieram z trawnika zamordowane myszy, nad którymi już arię Łowcy odśpiewała kocim sopranem Baśka- Nowa Barbarzynka i -karmię nimi Ogień.
Emmanuel kończy pracę około 15, pożegnany setką Ducha i zapłatą, ja lecę na skraj lasu i wracam z garścią opieniek na kolację, pracuję do zmierzchu, podsuwając niedopalone gałęzie na stos, paląc wydarte z ziemi korzenie, wykopując ze starego miejsca i sadząc na nowym Szczodraka, krojąc kozom wyrośniete cukinie, nosząc siano ze stodoły, zbierając po drodze spadłe jabłka.
Śnię nowy Ogród.
Chaszczom które poprzerastały gałęzie przez lato, Jasień-Jasza-Jesień odebrał barwę i moc. Ich objęcia zelżały i za sprawą Emmanuela na zaoranym zaczął wyrastać pedantycznie ułożony stos ze słomianym sercem.
Stos miał zaistnieć już w sobotę, ale na podwórzu Stolarzowej załopotały na sznurach flagi i żagle świeżutkiego prania. Jak pięknie pachnie pranie wypłukane w krystalicznej zimnej wodzie, wysuszone słońcem i przewiane czystym wiatrem :)
Zapałka dotknęła słomy i zaczęła się alchemia przemiany. Wiatr-Dyj zwariował ze szczęścia, a że bestia lubi żarty, w kłębach dymu poruszał się Emmanuel. Bordowy z wysiłku walki o gałęzie z półmartwą Bylicą wielką na dwa chłopa i niewiele mniejszą, splątaną z Uczepem żylastą Pokrzywą, zapłakany od żartów Dyja, przypiekany żarem od stosu.
I tak do obiadu, przy którym dla zwiększenia w sobie Ducha, Emmanuel wychyla setkę Spirit-usa. Tylko nie chuchaj Emmanuel teraz przy Ogniu-Agnim. Agni nie zna się na żartach ;)
W tym czasie ja kontynuuję przeprowadzanie Szczodraka na nowe stałe miejsce. Miejsce doskonałe, czarnoziemne, bo po przeszłej do historii oborze. przesiewam Ziemię cierpliwie, wyciągając korzenie Mirabelek-Samosiejek, kłącza Pokrzyw, czerwono-pomarańczowe korzonki Jaskółczego Ziela i wszędobylskie kruche macki Podagrycznika, wyrywam za czupryny kępy Traw. Ogrodowe rękawice o nazwie Wampirki, zamieniły się juz w mitenki, z których wystają mi czarne od Ziemi paznokcie. Ziemia jest tak pulchna, ze można się w niej zapaść do pół łydki. Karmię tłustymi pędrakami wydobytymi spod korzeni Ostatnią Kurę Mariana- Mariannę, która spędza u nas całe dnie, a do domu wraca tylko na noc, zbieram z trawnika zamordowane myszy, nad którymi już arię Łowcy odśpiewała kocim sopranem Baśka- Nowa Barbarzynka i -karmię nimi Ogień.
Emmanuel kończy pracę około 15, pożegnany setką Ducha i zapłatą, ja lecę na skraj lasu i wracam z garścią opieniek na kolację, pracuję do zmierzchu, podsuwając niedopalone gałęzie na stos, paląc wydarte z ziemi korzenie, wykopując ze starego miejsca i sadząc na nowym Szczodraka, krojąc kozom wyrośniete cukinie, nosząc siano ze stodoły, zbierając po drodze spadłe jabłka.
Śnię nowy Ogród.
niedziela, 23 września 2012
Codzienne prace
Dostałam od sąsiadki sporą pomarańczową dynię. Przeleżala w spiżarce tydzień i przedwczoraj doczekała się rozkrojenia.
Część usmażyłam pół na pół z jabłkami na gęsto, w szerokim garnku na piecu kuchennym. Wyszło pysznie. Trochę wylądowało w sokowirówce w połączeniu z jabłkami, do wypicia na świeżo, a część z powodu braku pomysłu zamroziłam w kawałkach. Skórki i resztki pozjadały ze smakiem kozy, a nasionka oczyszczone i wysuszone poczekają na wiosenny siew.
Był tez obiad z dodatkiem dyni: podsmażone ziemniaczki plus surówka z utartego surowego buraczka, dyni i jabłka, z dodatkiem szczypty soli, ząbka czosnku i świeżej bazylii. Surówkę polałam olejem słonecznikowym surowym, z pierwszego tłoczenia na zimno, prosto z Ukrainy. Nie ma to jak dobre sąsiedztwo ;)
Wczoraj cały niemal dzień w ogrodzie, przy wykopywaniu marchwi i oczyszczaniu ogrodu pod orkę jesienną, na zmianę z karmieniem kóz, noszeniem drewna i innymi pracami. Marchew już w piwniczce. Prace jesienne w ogrodzie zajmą mi jeszcze kilka dni.
Słoneczniki które były nasiane wokół ogrodu wzeszły i owocowały pięknie. pozjadały je ptaki i dzieci ;)
Zostały mi cztery talerze. Zobaczymy jak plon korzeni słonecznika, bo mam ochotę przeprowadzić kurację oczyszczania układu kostnego ze złogów. Jestem bardzo ciekawa działania.
W przyszłym roku ogród będzie jednak w innym miejscu, tuż obok domu, a na dotychczasowym miejscu zamierzam posadzić czarny bez, gdyż nie wymaga tyle pracy co porzeczki, maliny, truskawki, oraz nie trzeba go opryskiwać by uzyskać plon. W mojej sytuacji najważniejsza jest minimalizacja nakładu pracy.
Dla Annael trochę o leszczynie:
W odwarze z kory i z liści można się kąpać, przy schorzeniach skóry, chorobach kobiecych. dawniej też kąpano w takim odwarze dzieci z krzywicą. Mycie głowy w odwarze pobudza porost włosów.
Doustnie odwary z kory i liści (dr. Różański twierdzi, ze zamiast kory można używać całe roczne gałązki) mają działanie ściągające, przeciwzapalne, bakteriobójcze, osłaniające, uodparniające.
Pomagają przy żylakach, hemoroidach i przy problemach z krążeniem.
Wspomniałaś o tym, że liście leszczyny stosują Bułgarzy w mieszankach ziołowych. Jest to mieszanka na prostatę z 17 ziół, z czego jednym ze składników są liście i kora leszczyny.
Sama sproszkowana kora leszczyny o nazwie "Leska" jest stosowana jako wywar w zapaleniu prostaty, zapaleniu żył, w owrzodzeniach żylakowatych.
Mam tez trochę informacji o kotkach leszczyny (kwiaty męskie). Napary z ich stosuje się przy przeziębieniach, oraz nieżytach ukladu pokarmowego, biegunkach.
Odwar z kory i liści: Łyżka suszu na szklankę wody, gotować 5 minut.
Pączki leszczyny są estrogenne, odtruwające, moczopędne, okłady z naparu można stosować przy zapaleniach piersi u kobiet, pić napary można przy zaburzeniach hormonalnych, chorobach skóry z autoagresji, przy zapaleniach układu moczowego, oddechowego i płciowego.
Łyżka na szklankę wrzątku, przykryć spodeczkiem i zaparzać 20 minut. Można pić po szklance do czterech razy dziennie.
Pogoda jest cudownie słoneczna, koniec lata i początek jesieni to dla mnie najpiękniejsza pora roku. Nie ma namolnych owadów, ranki i wieczory są zachwycająco rześkie i chłodne, a dnie umiarkowanie ciepłe. Jest obfitość dojrzałych owoców, warzyw i nasion, oraz cudowne kolory i zapachy.
Robienie przetworów ma w sobie namiastkę alchemii, więc moja dusza wodnika jest także zachwycona.
Część usmażyłam pół na pół z jabłkami na gęsto, w szerokim garnku na piecu kuchennym. Wyszło pysznie. Trochę wylądowało w sokowirówce w połączeniu z jabłkami, do wypicia na świeżo, a część z powodu braku pomysłu zamroziłam w kawałkach. Skórki i resztki pozjadały ze smakiem kozy, a nasionka oczyszczone i wysuszone poczekają na wiosenny siew.
Był tez obiad z dodatkiem dyni: podsmażone ziemniaczki plus surówka z utartego surowego buraczka, dyni i jabłka, z dodatkiem szczypty soli, ząbka czosnku i świeżej bazylii. Surówkę polałam olejem słonecznikowym surowym, z pierwszego tłoczenia na zimno, prosto z Ukrainy. Nie ma to jak dobre sąsiedztwo ;)
Wczoraj cały niemal dzień w ogrodzie, przy wykopywaniu marchwi i oczyszczaniu ogrodu pod orkę jesienną, na zmianę z karmieniem kóz, noszeniem drewna i innymi pracami. Marchew już w piwniczce. Prace jesienne w ogrodzie zajmą mi jeszcze kilka dni.
Słoneczniki które były nasiane wokół ogrodu wzeszły i owocowały pięknie. pozjadały je ptaki i dzieci ;)
Zostały mi cztery talerze. Zobaczymy jak plon korzeni słonecznika, bo mam ochotę przeprowadzić kurację oczyszczania układu kostnego ze złogów. Jestem bardzo ciekawa działania.
W przyszłym roku ogród będzie jednak w innym miejscu, tuż obok domu, a na dotychczasowym miejscu zamierzam posadzić czarny bez, gdyż nie wymaga tyle pracy co porzeczki, maliny, truskawki, oraz nie trzeba go opryskiwać by uzyskać plon. W mojej sytuacji najważniejsza jest minimalizacja nakładu pracy.
Dla Annael trochę o leszczynie:
W odwarze z kory i z liści można się kąpać, przy schorzeniach skóry, chorobach kobiecych. dawniej też kąpano w takim odwarze dzieci z krzywicą. Mycie głowy w odwarze pobudza porost włosów.
Doustnie odwary z kory i liści (dr. Różański twierdzi, ze zamiast kory można używać całe roczne gałązki) mają działanie ściągające, przeciwzapalne, bakteriobójcze, osłaniające, uodparniające.
Pomagają przy żylakach, hemoroidach i przy problemach z krążeniem.
Wspomniałaś o tym, że liście leszczyny stosują Bułgarzy w mieszankach ziołowych. Jest to mieszanka na prostatę z 17 ziół, z czego jednym ze składników są liście i kora leszczyny.
Sama sproszkowana kora leszczyny o nazwie "Leska" jest stosowana jako wywar w zapaleniu prostaty, zapaleniu żył, w owrzodzeniach żylakowatych.
Mam tez trochę informacji o kotkach leszczyny (kwiaty męskie). Napary z ich stosuje się przy przeziębieniach, oraz nieżytach ukladu pokarmowego, biegunkach.
Odwar z kory i liści: Łyżka suszu na szklankę wody, gotować 5 minut.
Pączki leszczyny są estrogenne, odtruwające, moczopędne, okłady z naparu można stosować przy zapaleniach piersi u kobiet, pić napary można przy zaburzeniach hormonalnych, chorobach skóry z autoagresji, przy zapaleniach układu moczowego, oddechowego i płciowego.
Łyżka na szklankę wrzątku, przykryć spodeczkiem i zaparzać 20 minut. Można pić po szklance do czterech razy dziennie.
Pogoda jest cudownie słoneczna, koniec lata i początek jesieni to dla mnie najpiękniejsza pora roku. Nie ma namolnych owadów, ranki i wieczory są zachwycająco rześkie i chłodne, a dnie umiarkowanie ciepłe. Jest obfitość dojrzałych owoców, warzyw i nasion, oraz cudowne kolory i zapachy.
Robienie przetworów ma w sobie namiastkę alchemii, więc moja dusza wodnika jest także zachwycona.
czwartek, 20 września 2012
Mija lato
Dawno nie pisałam, a zdarzyło się wiele. Został zrobiony remont dachu, po którym już widać jak ładne i jasne jest poddasze i kto wie...jakiś pokoik może....kiedyś :)
Przez sierpień gościłam w chacie A. czytelniczkę mojego bloga, która skuszona kontynentalnym suchym upałem panującym w naszym regionie, wyrwała się z wilgotnych nadbałtyckich wybrzeży i nie zrażona spartańskimi warunkami życia, mężnie przetrwała końcówkę remontu, gojenie się mojej stopy niemal na wylot przebitej gwoździem z deski, prawie uzależniła się od koziego mleka i wyjechała opalona słońcem i suchym wiatrem, z torbą własnoręcznie uzbieranych ziół.
Przetwory na zimę są. Ogórki kiszone, kiszona kapusta (śliczne główki urosły), leczo w słoikach, smażone jabłka, soki z jabłek, aronii, malin i czarnego bzu, dżemy, przeciery pomidorowe, ziemniaki już wykopane. Na swoją kolej czekają jeszcze na grządkach buraczki, marchew, pory, pietruszka i nieco ziół do przesadzenia na ceglaną górkę. Jeszcze nie przesadzone- najpierw z powodu upałów, przebitej stopy, a potem z powodu spiętrzenia się pilniejszych prac.
Codziennie pracuje sokowirówka i wypijam co najmniej litr surowych soków z jabłek, marchwi, buraczka, pokrzywy, babki i co tam jeszcze w rękę wpadnie.
Wczoraj złapałam za kosiarkę i skosiłam trawnik przed domem. Ledwie ukończyłam pracę, lunął deszcz. Coś w tym jest, bo dzieje się to za każdym, koszeniem trawnika. Może to jakiś sposób na wyczarowywanie deszczu wśród suszy ;)
Lało całą noc i leje dziś od rana. Kocia jest deszczem zniesmaczona bardzo. Od kiedy stała się prawdziwym kotem łowi myszy zapamietale, w domu przebywa tylko na małą drzemkę, wieczorem nie chce wracać. Dyplomatycznie znika za rogiem domu.
Myszy przynosi na próg. trzeba zauważyć i pochwalić, bo po to je przecież przynosi. Upomina się o pochwały głośnym miauczeniem, pogłaskana i potraktowana zachwytem, porzuca zdobycz i leci na nowe polowanie.
Myszy które wpadły do domu, muszę łowić sama, bo kicia nie ma czasu.....w zasadzie nawet nie przebywa....
"Degustacje" ziela szczodraka jak dla mnie, wypadły bardziej niż pozytywnie. Zażywam go od kilku dni sposobem rosyjskim. Kawałek przeżutego liścia przetrzymuje się pod językiem. Jest gorzkawy,
Na początek zauważam wyraźną lekkość bytu, łatwość wykonywania cięższych prac i przyjemność z pokonywania wysiłku fizycznego. Łatwo przychodzi koncentracja, kojarzenie i szybkie podejmowanie sensownych decyzji. Myślałam, że nie mam z tym problemów, jednak okazało się, że zawsze może być lepiej. To coś w rodzaju bezpośredniej wiedzy. Rzeczywiście, tak jak w opisach jest zwiększona tolerancja na skoki temperatury i cisnienia atmosferycznego.
Dla mnie to ważne, bo na hektarowym gospodarstwie mocno zauważa się brak drugiej pary rąk do pracy.
Z innych ziółek ładnie sprawdziły się liście rdestowca japońskiego jako podstawa w mieszance zastosowanej w oficjalnie nieuleczalnej chorobie autoimmunologicznej skóry i jelit u pewnego mieszkańca okolicy.
Choroba objawiała się niemal nigdy nie ustępującą silnie swędząca wysypką na całym ciele, twarzy i głowie.
Teraz wysypki nie ma, a badania wypadły ok.
Co ciekawe, padło stwierdzenie, że duża ulga nastąpiła już od pierwszej szklanki naparu i była to pierwsza niemal spokojnie przespana noc.
Z wieści ziółkowych jest jeszcze jedna. Posadziłam wytęsknionego perukowca podolskiego obok domu, a potem zajrzałam na blog dr, Henryka Różańskiego :)
Znalazłam tam najświeższy wpis, właśnie o tym krzewie. Bardzo ciekawe :)
Coś mi się obiło o uszy, że jest leczniczy, ale nie wiedziałam, że aż tak.
W niedzielę 16 września, w niemal samo południe przybył na świat nowy mieszkaniec koziarni, synal Białej Bazi, a przed trzynastą- jego siostrzyczka.
Koźlaki są białe w niewielkie czarne łaty, a koziołek jak zwiastun powracającego na słowiańszczyznę starego Boga Peruna ma po znaku pioruna na obu przednich nóżkach.
I tu podziękowania dla Ewy z Kresowej Zagrody za cenne rady. Dzięki Tobie wiedziałam jak postępować.
Zdjęcia małego Pioruna i jego siostry zamieszczę jak poprawią się warunki oświetlenia. Maluchy kręcą się i podskakują, więc trudno przy zachmurzeniu w obórce zrobić dobre ujęcie.
W domu napalone w piecu kuchennym i w ścianówce. Cieplutko.
Przez sierpień gościłam w chacie A. czytelniczkę mojego bloga, która skuszona kontynentalnym suchym upałem panującym w naszym regionie, wyrwała się z wilgotnych nadbałtyckich wybrzeży i nie zrażona spartańskimi warunkami życia, mężnie przetrwała końcówkę remontu, gojenie się mojej stopy niemal na wylot przebitej gwoździem z deski, prawie uzależniła się od koziego mleka i wyjechała opalona słońcem i suchym wiatrem, z torbą własnoręcznie uzbieranych ziół.
Przetwory na zimę są. Ogórki kiszone, kiszona kapusta (śliczne główki urosły), leczo w słoikach, smażone jabłka, soki z jabłek, aronii, malin i czarnego bzu, dżemy, przeciery pomidorowe, ziemniaki już wykopane. Na swoją kolej czekają jeszcze na grządkach buraczki, marchew, pory, pietruszka i nieco ziół do przesadzenia na ceglaną górkę. Jeszcze nie przesadzone- najpierw z powodu upałów, przebitej stopy, a potem z powodu spiętrzenia się pilniejszych prac.
Codziennie pracuje sokowirówka i wypijam co najmniej litr surowych soków z jabłek, marchwi, buraczka, pokrzywy, babki i co tam jeszcze w rękę wpadnie.
Wczoraj złapałam za kosiarkę i skosiłam trawnik przed domem. Ledwie ukończyłam pracę, lunął deszcz. Coś w tym jest, bo dzieje się to za każdym, koszeniem trawnika. Może to jakiś sposób na wyczarowywanie deszczu wśród suszy ;)
Lało całą noc i leje dziś od rana. Kocia jest deszczem zniesmaczona bardzo. Od kiedy stała się prawdziwym kotem łowi myszy zapamietale, w domu przebywa tylko na małą drzemkę, wieczorem nie chce wracać. Dyplomatycznie znika za rogiem domu.
Myszy przynosi na próg. trzeba zauważyć i pochwalić, bo po to je przecież przynosi. Upomina się o pochwały głośnym miauczeniem, pogłaskana i potraktowana zachwytem, porzuca zdobycz i leci na nowe polowanie.
Myszy które wpadły do domu, muszę łowić sama, bo kicia nie ma czasu.....w zasadzie nawet nie przebywa....
"Degustacje" ziela szczodraka jak dla mnie, wypadły bardziej niż pozytywnie. Zażywam go od kilku dni sposobem rosyjskim. Kawałek przeżutego liścia przetrzymuje się pod językiem. Jest gorzkawy,
Na początek zauważam wyraźną lekkość bytu, łatwość wykonywania cięższych prac i przyjemność z pokonywania wysiłku fizycznego. Łatwo przychodzi koncentracja, kojarzenie i szybkie podejmowanie sensownych decyzji. Myślałam, że nie mam z tym problemów, jednak okazało się, że zawsze może być lepiej. To coś w rodzaju bezpośredniej wiedzy. Rzeczywiście, tak jak w opisach jest zwiększona tolerancja na skoki temperatury i cisnienia atmosferycznego.
Dla mnie to ważne, bo na hektarowym gospodarstwie mocno zauważa się brak drugiej pary rąk do pracy.
Z innych ziółek ładnie sprawdziły się liście rdestowca japońskiego jako podstawa w mieszance zastosowanej w oficjalnie nieuleczalnej chorobie autoimmunologicznej skóry i jelit u pewnego mieszkańca okolicy.
Choroba objawiała się niemal nigdy nie ustępującą silnie swędząca wysypką na całym ciele, twarzy i głowie.
Teraz wysypki nie ma, a badania wypadły ok.
Co ciekawe, padło stwierdzenie, że duża ulga nastąpiła już od pierwszej szklanki naparu i była to pierwsza niemal spokojnie przespana noc.
Z wieści ziółkowych jest jeszcze jedna. Posadziłam wytęsknionego perukowca podolskiego obok domu, a potem zajrzałam na blog dr, Henryka Różańskiego :)
Znalazłam tam najświeższy wpis, właśnie o tym krzewie. Bardzo ciekawe :)
Coś mi się obiło o uszy, że jest leczniczy, ale nie wiedziałam, że aż tak.
W niedzielę 16 września, w niemal samo południe przybył na świat nowy mieszkaniec koziarni, synal Białej Bazi, a przed trzynastą- jego siostrzyczka.
Koźlaki są białe w niewielkie czarne łaty, a koziołek jak zwiastun powracającego na słowiańszczyznę starego Boga Peruna ma po znaku pioruna na obu przednich nóżkach.
I tu podziękowania dla Ewy z Kresowej Zagrody za cenne rady. Dzięki Tobie wiedziałam jak postępować.
Zdjęcia małego Pioruna i jego siostry zamieszczę jak poprawią się warunki oświetlenia. Maluchy kręcą się i podskakują, więc trudno przy zachmurzeniu w obórce zrobić dobre ujęcie.
W domu napalone w piecu kuchennym i w ścianówce. Cieplutko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)