Pasała gąski na Bukowinie
Miała ze sobą skrzypki jedyne
I grała, śpiewała
I te swoje siwe gąski pasała....
Pasła je pasła, aż pogubiła
Cóż ja nieszczęsna będę robiła :)
A gdzie moje siwe włosy, gdzie? Podziały się, znikły jak poranna mgła.
Nie jestem łysa, nie, tego dobra mam więcej niż wystarczająco i w swoim blond kolorze, fakt, nieco ciemniejszym niż wcześniej.
Gruby płaszcz całkiem białych włosów znikł, jak nocny sen :)
Czy jestem motylem, który śni że jest człowiekiem, czy jestem człowiekiem, który śni, że jest motylem?
Śnienie przenika życie, życie przenika śnienie
Jak sprawić, by sen nie ciągnął na manowce, na siwe od szronu łaki?
Jak nie zgodzić się z milionem much?
Jak śnić swój własny sen, a nie sen flecisty, prowadzącego senne tłumy?
Koniec poezji :)
Surowe drożdże, w połączeniu z moimi sfiksowanymi teoriami, eksperymentami prowadzonymi na sobie pod hasłem "i tak nie mam nic do stracenia", oraz wyżej załączoną "poezją" były ostatnim dotknięciem, które spowodowało przyspieszenie cofania się różnych oznak upływu czasu.
Niemal nie jestem już siwa. Cofanie siwizny zaczęło się powoli, od malutkich pasemek, a teraz dzieje się już w oczach, z tygodnia na tydzień. Ciemny blond o żywym odcieniu opanował moją głowę jak za dawnych czasów.
Naprawdę, naprawdę satysfakcjonujące :)
Chyba nie mam nic do dodania w tym temacie.
Następny eksperyment będzie na Niebieskiej Chacie, ponieważ przyjeżdża już w przyszłym tygodniu Artur Milicki, numer jeden od pieców rakietowych w Polsce i być może już tej zimy nie będę zamarzać razem z wodą w wiaderku i odejdą zimowe majaki o plaży z palmami, piasku parzącym w stopy, oraz bani która potrafi zagrzać ciało aż do środka kości tak mocno, że żywy śnieg na gołym ciele nie sprawia wrażenia.
Chociaż bania....hmmm
Z tego marzenia pewnie nie zrezygnuję :)
Postaram się na bieżąco pokazywać rozbiórkę starych pieców, oraz budowę nowego ogrzewania, oczywiście za zgodą Artura.
Może w przerwach na przygotowania do rewolucji domowej zdążę napisać jeszcze jeden post, o tym jak przerabiam nadmiar jęczmiennej kaszy na tsampę, której smak i bezproblemowość przyrządzania do jedzenia urzekły mnie, oraz o prażmie z grochu, robionym kiedyś na terenach zamieszkałych przez Słowian.